SplitShire_IMG_9950-704x454

4 kroki, by wreszcie zrealizować swoje postanowienia noworoczne

Nowy rok stał się już faktem i wiele z nas ochoczo zabiera się za realizację nowo wyznaczonych celów. Lada dzień siłownie zapełnią się przyszłymi siłaczami, na ulicach mimo mrozu ujrzymy galerię osobowości, galopujących w nowiuteńkich dresikach wprost spod pachnącego iglaka, a serwisy społecznościowe zaleją filmy z seraficzną muzyką i wzniosłymi cytatami recytowanymi z płomienną pasją przez czarnoskórych panów o zachrypniętym głosie. I jak co roku posępne wrony wykraczą tak dobrze nam znaną statystykę, że tylko 8% pośród nas wytrwa – i zrealizuje to, co zamierzało. Jak nie podzielić losu pozostałych 92% i zrealizować rzeczy w 2015 roku? Oto kilka porad, które być może będą w stanie ci  pomóc.

Długo czekałem na ten specjalny czas, by móc się z Wami podzielić kilkoma przemyśleniami. To bowiem bardzo smutne, kiedy każdego roku ogromna liczba osób rezygnuje ze swoich marzeń tylko dlatego, że nikt im nie powiedział, jak efektywnie się za nie zabrać. Parafrazując trochę Tony’ego Robbinsa: otrzymaliśmy od Boga wspaniałe umysły, do których zwyczajnie nikt nie dał nam instrukcji. W efekcie, noworoczne postanowienia bardzo często wprowadzamy w przypływie emocji i utrzymujemy się na niej aż do jej wygaśnięcia. To taka jednorazowa świąteczna bateria, z której z czasem uchodzi energia. A nad wszystkim tym pieczę sprawuje mityczna „silna wola”, która silną jest tylko, gdy na dworze świeci słońce, w życiu wszystko się układa, a wczoraj nie było imprezy.

Chciałbym dać ci system przy pomocy którego ja wdrożyłem się w 2015 rok, wypadkową doświadczeń z lat poprzednich i syntezę wiedzy, jaką przez ostatni rok wydobyłem z książek. Jeżeli poważnie myślisz o wprowadzeniu do swojego życia upragnionych zmian w nowym roku, oto 4 kroki by tego dokonać:

1. Zaktualizuj swój wewnętrzny system

Zanim postawisz ściany, zalej fundamenty. Nowy rok oznacza dla ciebie budowę nowych doświadczeń i bardzo ważne jest, by stworzyć dla nich odpowiednio mocną podporę.

By rzetelnie przygotować się do wprowadzenia zmian, powinieneś zadać sobie trzy pytania:

1.1 Czego najbardziej chcę długofalowo?

I nie jest to jeszcze konkretny cel, bardziej posłannictwo życiowe (credo). To może się zmieniać w czasie i będzie się zmieniało, szczególnie jeżeli jeszcze nie wiesz, co chciałbyś w życiu robić. W pewnym momencie jednak zauważysz rzeczy, które się powtarzają w takiej lub innej formie. Przykładowo, kiedy ja byłem dzieckiem, pragnąłem zostać superbohaterem, bo chciałem pomagać innym ludziom (i dostawać za to uznanie – druga strona kija). Później, jako nastolatek pasjonowały mnie różnego rodzaju teorie spiskowe oraz niewyjaśnione zagadki – chciałem odkryć wszystkie tajemnice rządzące światem i… wyjawić je ludziom! (ponownie by moje ego mogło stać się bohaterem). Poza tym oczywiście dochodziły różne inne historie, że np. chciałbym zostać informatykiem (bo lubiłem grać w gry komputerowe) czy budowniczym, jednak prędzej czy później odklejały się ode mnie, ponieważ brakowało tam spójności. Dziś zostały pomoc innym, samopoznanie, odkrywanie tajemnic (teraz bardziej umysłu człowieka) i kiedy robię to, co robię czuję się z tym wspaniale. Odkryj w sobie swoje własne credo, a dopiero potem będziesz w stanie efektywnie wyznaczać (noworoczne) cele.

1.2 Jaki jest model osoby, którą chcę się stać?

Tak jak nadmieniłem ostatnio, przy okazji pisania o pułapkach lingwistycznych, jakikolwiek obraz siebie masz w głowie (nazywamy to ego), taki wyprojektujesz na zewnątrz (bo ego dąży do materializacji w formie fizycznej). Poza ego istnieje jeszcze jeden model Ciebie, który jest manifestacją zrealizowanego credo i wywiera wpływ na ten obecny. Nazywa się on „ja idealne” (superego) i jest swojego rodzaju zlepkiem obrazów konkretnych postaci, które reprezentują przymioty, które chcesz posiadać. Mówiąc prościej, zaadaptowałeś swój sposób chodzenia, mówienia, gestykulowania, ubierania, myślenia w danych kontekstach itd. od pewnych autorytetów, które miałeś w tej dziedzinie. I nieustannie to robisz, bo nieustannie zmieniasz te autorytety. Sęk w tym, że mamy naturalną tendencję do przyjmowania pierwszej informacji za najprawdziwszą, a każdej kolejnej do porównywania z tą pierwszą. Prowadzi to do sytuacji, w których dorosła kobieta doznaje regresji wieku (zaczyna zachowywać się jak dziecko), kiedy jej facet jest zły na nią o coś, bo tak się kulturowo nauczyła jak była dzieckiem (i działało to na tatę).

Zawsze bądź świadomy pełni modelu, który masz przed sobą i nieustannie formuj go w taki, który jest spójny z tym, do czego dążysz. Zwyczajnie, wiedz jaki chcesz być i z jakich autorytetów chcesz czerpać jakie cechy. Miej pełną kontrolę nad tym, kim się dzięki sobie stajesz.

1.3 Które z moich obecnych przekonań nie są już aktualne?

Sugerując się dwoma powyższymi pytaniami, wiesz już co jest twoim posłannictwem i jaki jest model osoby, którą chcesz się stać. Teraz spójrz na swoje nawyki, przekonania i dostrzeż napięcie pomiędzy nimi a zaktualizowanym obrazem siebie. Wystarczy póki co, że będziesz wiedział, co nie gra, a z czasem wyplujesz te rzeczy na zewnątrz. Nierozsądną praktyką jest walka za wszelką cenę z niechcianymi nawykami. To powoduje przechodzenie na jedną stronę kija i generowanie negatywnego oddziaływania ze strony odrzuconej części ciebie. Sam akt rzucenia palenia jest dziecinnie prosty – wystarczy, że nie będziesz chciał już palić. Nie chodzi tu jednak o używanie popularnej ‚silnej woli’, w której niechęć pochodzi tylko i wyłącznie z racjonalizacji. Kiedy sobie czegoś odmawiasz, zaczynasz kojarzyć to z czymś przyjemnym, a nie posiadanie tego z cierpieniem. Nie tędy droga. Najpierw przebuduj swój system przekonań w taki sposób, by odwrócić schemat i zacząć kojarzyć niechciany nawyk (np. palenie) z wielkim cierpieniem (wywołanym właśnie tym napięciem między ja i ja idealnym), a nowy nawyk (np. nie-palenie) z czymś przyjemnym (na przykład dobrym zdrowiem). Wtedy decyzja o zmianie będzie naturalna i żadna silna wola nie będzie ci potrzebna.

Chciałbym jednak byś pamiętał, że w najbardziej korzystnym dla ciebie przypadku, tego typu aktualizacja powinna zachodzić automatycznie przy każdej podejmowanej przez ciebie decyzji, a nie być jednorazową techniką do wprowadzania zmian w nowym roku.

Oczywiście, najlepiej byłoby podczas takiej aktualizacji systemu od razu znać siebie samego na wylot i tylko obserwować te rzeczy, które się zmieniły. Praktyka pokazuje jednak, że pełne samopoznanie wymaga czasu, narzędzi i wiedzy (a najlepiej pomocy ze strony trenera lub nawet psychoanalityka, którzy stanowiliby pytające lustro w którym wreszcie mógłbyś się zobaczyć). Zanim zdecydujesz się na przejście przez taki proces, możesz trochę w ciemno, pi razy drzwi, określić co jest z tobą spójne i w jakim kierunku chcesz się dalej kierować, z czasem po prostu pracując na tym, by odkrywać kolejne karty twojej osobowości.

Kiedy już wiesz na czym stoisz w TERAZ, polecam ci sprawdzić, jak doszedłeś do tego kim jesteś:

2. Podsumuj sobie poprzedni rok

Spojrzenie wstecz na dwanaście miesięcy i przeanalizowanie wszystkiego w odpowiedni sposób, może dla wielu okazać się zadaniem bardzo złożonym. Żebyś mógł takie podsumowanie przeprowadzić w efektywny i w miarę przystępny sposób, przygotuj sobie 3 kartki papieru, a następnie na każdej odpowiedz na jedno z pytań:

2.1 Rzeczy, z których jestem najbardziej zadowolony

Chodzi tu o to, byś wiedział, że każdego roku wnosisz coś do swojego życia i tak naprawdę, co byś nie robił, nie ma straconych chwil. Jednym z największych demonów, z jakimi przychodzi się nam mierzyć, jest strach przed stagnacją. To znaczy tyle, że boimy się, że umrzemy, nie wnosząc nic do otaczającego nas świata. Jest to bardzo smutna wizja, która dodatkowo odpowiednio pielęgnowana staje się destruktywną samospełniającą się przepowiednią, wpędzającą nas w życiowy bezwład i marazm.

Sporządzając takie podsumowanie każdego roku dajesz sobie prezent w postaci wiary w siebie i nowej motywacji do działania. Często sam nie zdajesz sobie sprawy z ilości rzeczy, których dokonałeś. Warto jest w to zaangażować jakąś bliską ci osobę, która pomoże ci wskazać twoje osiągnięcia. Gwarantuję ci, że nawet jeżeli myślisz, że nic specjalnego nie dokonałeś, są na świecie osoby, które śmiałyby się z tym nie zgodzić.

2.2 Rzeczy, które zrobiłbym inaczej

Fuck-upy to najlepsze co może nas spotkać. To takie odroczenie nagrody na rzecz większej w przyszłości – otrzymanie od losu wędki zamiast ryby. Wyciąganie lekcji z każdej porażki jest kluczem do eksponencjalnego rozwoju w obszarze, w którym nastąpiła.

Na co warto uważać, to na zrzucanie odpowiedzialności. Znowu – jak pisałem wcześniej à propos lingwistyki, mamy instynktowną tendencję do cofania się przed zagrożeniem, nawet kiedy jest tylko wyobrażone. No i nie musimy płacić pełnego emocjonalnego rachunku za własne poczynania, kiedy winą obarczymy kogoś innego. Uważaj więc, byś nie stracił tej wielkiej szansy na zyskanie czegoś wspaniałego zwyczajnie ze strachu przed ocenieniem samego siebie. Gwarantuje ci, że nie jest to warte swojej ceny.

Wypisz zatem wszystkie te rzeczy, które popsułeś ty i które popsuli w twoim mniemaniu inni. Później zastanów się, na co faktycznie miałeś wpływ, a co było poza nim.

2.3 Czego nauczyłem się w tym roku

To może być najważniejsze pytanie ze wszystkich. Pozwala ci ono zbudować jeszcze silniejszy obraz siebie samego i jeszcze pozytywniej patrzeć w przyszłość (a w zasadzie teraźniejszość 😉 ), która cie czeka. Znając swoje wzloty i upadki, jesteś w stanie wydobyć szczególnie przydatną życiową wiedzę, którą później będziesz używał do budowania własnego autorytetu. Ponadto, wiedza o wiedzy pokazuje ci kierunek, w którym powinieneś teraz dążyć. Poszerzając swoje pole widzenia i pozbywając się ograniczających cię filtrów, być może odkryłeś nowe obszary, w których chciałbyś się rozwinąć.

Zbierz zatem plony swoich działań i umieść je starannie na przygotowanej kartce.

Mając przed sobą te trzy kartki, jesteś w stanie odtworzyć proces stawania się tą osobą, którą opisałeś w punkcie 0. Najważniejsze jest to, że skupiłeś się zarówno na pozytywach i negatywach tego, co przeżyłeś, przez co masz dostęp do niezmąconej pełni – w której byłeś zarówno głupi jak i mądry, silny i słaby, konsekwentny i niekonsekwentny itd. Masz przed sobą przykłady tego, że jesteś i taki i taki i ostatecznie jesteś tak naprawdę sobą. I niczym więcej lub mniej.

Zaktualizowałeś już swój system, odpowiednio przetrawiłeś to, co masz za sobą – pozbyłeś się niepotrzebnego balastu niedokończonych spraw. Dopiero teraz powinieneś przejść do formułowania swoich celów.

3. Ustal PRAWDZIWE cele

Inną rzeczą, o której lubią krakać wrony, jest to, że osoby z wymienionej wcześniej mrocznej statystyki, nie osiągnęły tego, co zamierzały, ponieważ źle sformułowały swoje cele. Że porwali się z motyką na słońce, że mierzalne to wszystko nie było i że nie terminowe. Długopis też nie w tym kolorze i kartka jakaś taka o złej gramaturze. Tasiemką też nie przykleił do ściany – amator! W ogóle, wszystko to jakieś takie ani trochę SMART. I być może nie bez racji byłyby te wrony, gdyby faktycznie sedno problemu leżało tak płytko jak sięgają słowa na kartce…

Powiem wam szczerze, jest pierwszy stycznia, a ja swoich celów jeszcze NIE NAPISAŁEM. Co więcej, kilka miesięcy temu usunąłem wielki, drogocenny plik (arkusz kalkulacyjny), w którym miałem od A do Z rozpisane, co chciałbym i w jakim terminie. Pamiętam, że właśnie rok temu na początku stycznia sobie ten pliczek przyozdabiałem w ramki i kolory. Cele też były wspaniałe, tyle i tyle razy pójść na siłownię, tyle i tyle książek przeczytać, w takim, prawda, i takim terminie. Wszystko było doskonale określone, wszystko się zgadzało. Nie dostrzegłem tylko jednej małej rzeczy, która z biegiem czasu odcisnęła ogromny wpływ na to, czego ostatecznie dokonałem – stałem się niewolnikiem własnych dążeń.

Każdego dnia zgodnie ze wskazaniami ojców rozwoju osobistego, kontemplowałem mojego excela i afirmowałem swoje cele, marnując na to mnóstwo czasu. Co więcej, czytanie książek i chodzenie na siłownie z przyjemności stało się denerwującą rutyną. Nie chciałem ‚być niespójnym’ (dziś wiem, że chyba tylko w oczach innych), więc zamiast robić rzeczy na które miałem ochotę, podążałem utartą ścieżką codziennej dyscypliny. 30 minut tego i 2 godziny tego. A teraz czas na relaks. Wiecie co było dalej? Połączyłem wszystkie te dobre nawyki z cierpieniem, a wszystko to od czego chciałem uciec z odskocznią od nich. Kij się odwrócił i wszystko szlag trafił. Długo kombinowałem, co takiego źle robiłem i wreszcie zrozumiałem: coś co ma być integralną częścią mojego życia nie może być moim celem. Zapamiętajcie to raz na zawsze. Nie ma i nie będzie również niczego innego niż teraźniejszość i tylko poprzez obecność możecie efektywnie zarządzać swoimi działaniami i przybliżać się do tego, co chcecie.

Od kiedy przestałem się przejmować tym ile czytam, nagle wróciła chęć na czytanie. Czuję przyjemność gdy to robię, bo znikło cierpienie związane z przymusem.

Kraczące wrony często lubią używać metafory, że jak się nie ma spisanych celów, to jest się statkiem, który płynie donikąd. Ja nie płynę donikąd i uwierzcie, że od kiedy wyrzuciłem tamten diabelski plik osiągam dużo więcej niż kiedykolwiek. Dzieje się tak, ponieważ moją mapą są PRAWDZIWE wewnętrzne cele. Wiem, czego chcę od życia, opieram swoje działania na tym kim jestem i jakie wartości cenie oraz mam pewną wizję tego, jak chciałbym, żeby moje życie przynajmniej wyglądało. Jest ona na tyle precyzyjna, na ile powinna, ale nie tak ostra, jak każą poradniki wyznaczania celów. Cały trik polega na tym, by zaufać sobie i zostawić trochę pola do adaptacji do nowych warunków. Twoje cele mogą nie być tym, czego naprawdę szukasz.

„You can’t always get what you want

But if you try sometimes well you might find

You get what you need

– The Rolling Stones”

Nikt nigdy nie dostał od losu tego, czego dokładnie się spodziewał. Nie mógł, bo ego nie potrafi napisać przyszłości innej, niż zna z przeszłości. Przesadne precyzowanie celów może stać się zatem źródłem kolejnych porażek, które będą wynikały z przerostu oczekiwań do realnych możliwości. Nie dość, że odbija się to koszmarnie na motywacji do działania (na czym zarabiają wielcy twórcy motywacyjnej papki) to jeszcze prowadzi do spadku wydajności w osiąganiu tego, czego chcemy (np. w marketingu sieciowym, przesadne dążenie do celu niektórych partnerów powodowało spadek jakości ich relacji z nowymi osobami, którym polecały działalność)

Inną wadą przesadnie sprecyzowanych celów (szczególnie chodzi tu o wyznacznie konkretnych dat), jest presja czasu, która powoduje kotwiczenie negatywnego stanu nacisku przy procesie dochodzenia do celu. Sytuacja staje się wtedy analogiczna do studiów, gdzie motorem do nauki bardzo często nie jest chęć posiadania wiedzy, co ucieczka od konsekwencji niezdanego egzaminu – co powoduje odklejenie się wiedzy krótko po sesji (umysł nie lubi trzymać na zewnątrz informacji, które kojarzy z cierpieniem).

Oczywiście, należy tutaj rozgraniczyć osobiste cele od np. celów grupowych. Być może metody typu SMART sprawdzają się bardzo dobrze w przypadku organizacji, być może np. dlatego, że dochodzą tam takie czynniki, jak zasada dowodu społecznego czy rozmywanie odpowiedzialności. Co więcej, jak zawsze powtarzam, bardzo dużo zależy od tego jakim ty akurat jesteś człowiekiem. Wiele osób potrzebuje pewnych precyzyjnych schematów działania by móc osiągać to, czego pragną. Jeżeli jesteś taką osobą, najlepiej jak na bazie różnych rzeczy stworzysz swój system wyznaczania celów, który jest z Tobą spójny i bardzo ważne, być zwrócił uwagę na punkt, w którym dalsze zmiany czy dalsze precyzowanie bardziej cię ograniczy niż przyniesie coś dobrego.

Kiedy już znajdziesz swoje prawdziwe cele, spiszesz je lub nie, sprawdzisz czy grają one z Twoim obrazem siebie (krok 1), powinieneś przejść do ostatniego kroku, czyli do stworzenia systemu kontroli bieżącej.

4. Wprowadź bieżącą kontrolę

Kontrola, podobnie jak dyscyplina, ciągnie za sobą sznur negatywnych skojarzeń. Jest tak pewnie dlatego, że jej drugi koniec kija, czyli spontaniczność, powszechnie uważa się za coś tylko wspaniałego i przynoszącego radość. Prawda jest natomiast taka, że najefektywniej, jak z resztą już dobrze wiesz, będzie czerpać i z jednej i z drugiej cechy, akceptując jednocześnie ich cienie. System, który stworzyłem dla siebie (i za chwilę ci go przedstawię), pozwala mi w stu procentach nadzorować swoje postępy w realizacji mojej misji, jednocześnie zostawiając dużo miejsca na nowe rzeczy, jakie los daje mi w prezencie. Nie jest on jeszcze finalny i cały czas go ulepszam, ale jak na razie działa wspaniale i sprawia, że czuję, iż każdego dnia zrobiłem coś dobrego dla siebie.

Rzuć okiem jeszcze raz na kartki, które przygotowałeś sobie w kroku drugim (podsumowanie roku 2014). W zależności od tego, jak płodna była twoja pamięć, zdołałeś zawrzeć na nich pewną ilość osiągnięć, lekcji i wniosków. A teraz wyobraź sobie, ile mogłoby tego być, gdybyś był w stanie przypomnieć sobie wszystko! Wiedziałbyś, co robiłeś każdego dnia i jakie lekcje wyciągnąłeś. Miałbyś tą pewność, że twoje życie idzie w dobrym kierunku i byłbyś w stanie z dużo większą efektywnością wychwytywać rzeczy, które nie działają.

To właśnie starałem się robić w zeszłym roku, kiedy tylko była ku temu sposobność (najczęściej przed snem), zadawałem sobie te trzy pytania by dobrze podsumować każdy dzień. Z czasem zacząłem pisać te odpowiedzi na kartkach, by w końcu mój pokój zaczął się w nich topić. Jak możesz się domyślić, wkrótce potem cierpienie przerosło przyjemność i znowu wróciłem do okazyjnego rozmawiania z sufitem.

Pewnego razu jeden z moich znajomych (starszy jegomość) rzucił tezą, że młodzi ludzie nie wiedzą co to kalendarz i niesamowicie na tym tracą. No tak, pomyślałem, ale ja już próbowałem sobie organizować czas co do godziny i niespecjalnie mi to wychodziło. Poszczuty jednak wyzwaniem, udałem się do sklepu i kupiłem sobie owe ustrojstwo w nadziei, że zgodnie z korporacyjną tradycją będę zapisywał tam spotkania, urodziny i kontakty. Przeglądając jednak tą czarną książeczkę wpadłem na dużo lepszy pomysł…

na bloga

Kreatywne użycie kalendarzyka noworocznego, noworoczny wpis jeszcze nie dokończony

Zamiast wymyślać przyszłość, zdecydowałem się notować przeszłość i na bieżąco ją analizować. Po lewej stronie, zdecydowałem się umieszczać (w miarę możliwości), wszystkie czynności, które wykonuję w czasie dnia, by mieć na siebie oko. Po prawej stronie, w rubrykach na kontakty, umieściłem pytania z punktu 2. oraz dodatkowe miejsce na przemyślenia, czyli w praktyce cytaty, które wolałbym, żeby mi z głowy nie umknęły. Póki co, sprawuje się to wspaniale (dwie strony już prawie całe zapełnione – przed nowym rokiem korzystałem jeszcze ze zwykłych kartek, bo kalendarz jest na 2015).

Patrząc każdego dnia na swoje zapiski, mogę spokojnie kontrolować moje poczynania, jednocześnie w żaden sposób nie ograniczając się terminami (np. o 15 zrób to). Oczywiście, kiedy mam jakieś spotkanie to pamiętam o nim (ew. zapisuje sobie w telefonie) i post factum trafi ono do mojego kalendarza, przy czym od razu będę mógł wynotować to, co z tego spotkania wyniosłem.

Najważniejsza próba tego systemu (czyli długotrwałość) jeszcze przede mną, jednak jestem dobrej myśli.

Podsumowując

W tym poście przedstawiłem ci 4 kroki, które wykonałem, by dobrze wprowadzić się w nowy rok i opierając swoje poczynania na wartościach, od razu zacząć realizować swoje prawdziwe cele. Ostatecznie nie wyznaczyłem sobie ilości książek, które chciałbym przeczytać. Wiem natomiast, że chcę czytać jeszcze więcej, żeby móc dawać z siebie jeszcze więcej – również dla was. Od kilku miesięcy w ogóle nie tykam alkoholu i myślę, że bez problemu to postanowienie utrzymam przez cały 2015 rok (ponieważ wiem jak szkodliwy jest dla mózgu). Przestałem również jeść mięso (z miłości do zwierząt i dla lepszej energii – białko zwierzęce spowalnia myślenie) oraz wróciłem do ćwiczeń fizycznych. Nie myślę w kategoriach wytrwam-nie wytrwam, bo to już na wstępie zakłada walkę z samym sobą. Jeżeli czegoś chcę, to znaczy, że w tym momencie jest to ze mną spójne i trzeba popracować na głębszym poziomie (zmienić przekonania). Jeszcze raz powtórzę: „Coś, co ma być integralną częścią mojego życia, nie może być moim celem”.

Życzę wam zatem takich zmian w nowym roku, jakie sobie marzycie i żeby były one permanentne, bo oparte na tym, kim jesteście naprawdę.

Ja tymczasem żegnam się i dziękuję wam wszystkim, którzy dotrwaliście do końca tego rekordowo długiego wpisu (ponad 3100 słów!).

Pozdrawiam cieplutko (w zimową porę!)

na bloga 2

Paweł Kończyński

Paweł Kończyński

Rozwojowiec-samouk, którego misją jest pomaganie ludziom w odnajdywaniu wewnętrznej spójności i naturalnych predyspozycji. Robi to, ponieważ wierzy, że dopiero kiedy zrozumiemy i pokochamy samych siebie, będziemy w stanie kochać innych ludzi - a świat pełen miłości jest czymś o co warto walczyć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *