13334564_1004686399587242_1949433598_o

Alumni na 35 lecie NZS – Wywiad z prof. Eugeniuszem Gatnarem

Profesor Eugeniusz Gatnar – obecnie członek Rady Polityki Pieniężnej i wykładowca na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach. Inicjator wydania okolicznościowej monety z okazji 30-lecia NZS. Z powodu swojej działalności w latach 80′ przez długi czas nie mógł uprawiać swojego wymarzonego zawodu nauczyciela akademickiego. Jednak w końcu udało mu się zacząć robić to, co chce, a całość, jak sam mówi, wykształciła w nim hart ducha. Przeczytajcie o kilku ważnych faktach, historiach oraz o działalności walczącego NZS-u w Katowicach i okolicach.

 Michał Kubik: Heroicznych zrywów i wydarzeń w śląskim NZS-ie było dużo. Które jest Pana zdaniem najistotniejsze?
Eugeniusz Gatnar: Ogłoszenie strajku okupacyjnego w listopadzie 1981 roku. To był przełom w świadomości studentów uczelni, która była konformistyczna i nazywana „czerwoną”, ze względu na dużą liczbę członków PZPR wśród kadry naukowej i dydaktycznej oraz studentów. Na Akademii Ekonomicznej w Katowicach było to też o tyle ryzykowne, gdyż na terenie uczelni istniało Studium Wojskowe z magazynkiem broni. Obawialiśmy się, że jeśli cała akcja zostanie nieodpowiednio przeprowadzona, to komuniści powiedzą, że studenci ukradli broń i będą strzelać.

M.K.: W jakim celu działał i walczył wtedy NZS?
G.: O równość praw wszystkich studentów. W komunizmie wszystko było reglamentowane i zawsze należało się komuś, kto był gdzieś zapisany – do PZPR, a w przypadku studentów, do jedynej i socjalistycznej organizacji SZSP (nazywani obraźliwie zsypami – przyp. red.). Przykładowo, akademiki należały się jedynie członkom wspomnianego związku, a należy zaznaczyć, że wtedy nie było łatwego dostępu do mieszkań na mieście. Tylko zsypy mogły opiniować w imieniu studentów różnego rodzaju wnioski. NZS walczył więc o to np. żeby miejsce w akademiku, czy stypendium dostał każdy, kto powinien, czy też o możliwość współdecydowania o tym co się dzieje na uczelni. Była też kwestia stworzenia możliwości wyboru przedmiotów. Nie chcieliśmy np. Ekonomii Politycznej Socjalizmu, czy obowiązkowego języka rosyjskiego.
Oprócz tego, organizowaliśmy akcje świadomościowe mające na celu odkłamanie historii, a więc pisaliśmy np. o napaści wojsk sowieckich na Polskę we wrześniu 1939 roku, czy też o Katyniu. Walczyliśmy także o wolność słowa i prawdę. Warto pamiętać, że nie było nas wielu, ale należy też zaznaczyć, że do NZS-u zapisywały się głównie te osoby, które miały większą świadomość historyczną i wolnościową niż inni.

M.K.: Jeśli jesteśmy przy komunistycznej SZSP – czy członkowie NZS wchodzili w bliższe kontakty z nimi? Prywatne lub jakiekolwiek inne?
E.G.: Prywatne nie. Współpracowaliśmy z nimi np. w różnego rodzaju komisjach socjalnych i innych akcjach, które dotyczyły działalności organizacji studenckich. Natomiast w sensie ideowym uważaliśmy, że oni błądzą, że są przybudówką PZPR. Ja ich nie szanowałem. Byli oportunistami. Ale na Akademii Ekonomicznej w Katowicach udało nam się doprowadzić do szybkiego rozwiązania struktur SZSP wtedy, jesienią roku 1981.

M.K.: A czy było między wami jakiekolwiek zaufanie?
E.G. Nie, nie było żadnego zaufania. Rywalizowaliśmy i różniliśmy się jeśli chodzi o system wartości i stosunek do prawdy. Poza tym, my byliśmy za wolną Polską, a oni nie.

M.K.: Gdy mówi się o działalności NZS-u w latach 80′ często powtarza się stwierdzenie „podniosła atmosfera”. Czy jest Pan w stanie porównać tamte wydarzenia do jakiegoś bardziej współczesnego zjawiska?
E.G.: Od 35 lat nie byliśmy wolni i nagle tę wolność zyskaliśmy. Był entuzjazm i duża nadzieja na zmianę, a później duża radość. Czuliśmy się zwycięzcami. Ja osobiście mogę to porównać do pierwszej po wielu latach wygranej z komunistami kampanii wyborczej 4 czerwca.

M.K.: A więc musiało być też dużo pracy?
E.G.: Oczywiście. To nie było tak, że my tylko siedzieliśmy oplakatowani. Było dużo spotkań, wykładów, rozmów, wydawanie gazetki Marchołt, organizowanie wyjazdów czy rajdów. W naszym biurze była biblioteka, w której można było wypożyczyć książki i gazety wydawane poza zasięgiem cenzury.
Jednak tuż po wprowadzeniu stanu wojennego 14 grudnia 1981 roku, Służba Bezpieczeństwa weszła do biura i zabrała zieloną Nyską większość zbiorów wraz z dokumentami. Kilkoro członków NZS AE w nocy internowano. Ja mieszkałem wtedy w akademiku i tego dnia razem z kolegą Andrzejem Klimowiczem, szefem NZS, poszliśmy do rektora Zbigniewa Messnera, żeby wyjaśnić sprawę aresztowanych studentów. Wtedy z okna zobaczyłem tę Nyskę i SB-ków wywożących dokumenty. Ale użyłem fortelu i powiedziałem, że muszę zapłacić rachunek za żywność zakupioną w czasie strajku w budynku B. Rektor mnie wtedy wypuścił – udało mi się wrócić do biura i zabrać z niego dokumenty, które były ukryte.

M.K.: A jak SB dostało się do biura? Siłą? Czy to było w nocy czy w dzień?
E.G.: Weszli normalnie, w dzień. Współpracowali z władzami uczelni i zapewne dostali klucze od dyrektora administracyjnego.

M.K.: Były jakieś konsekwencje utraconych dokumentów?
E.G.: Oczywiście. Część osób widniejąca w papierach została internowana. Na szczęście nie wzięli np. listy uczestników strajków czy też listy wypożyczających książki – bo sprytnie je ukryliśmy w budynku B. Część tych ocalałych papierów miałem przy sobie na strajku. Wielu ludzi uniknęło dzięki temu przesłuchań i szantażu. To było moje małe zwycięstwo.

M.K.: A jak wyglądała codzienna działalność w biurze i na uczelni?
E.G.: Raz w tygodniu mieliśmy posiedzenie Komisji Uczelnianej NZS, na którym np. opiniowaliśmy regulamin studiów czy wyznaczaliśmy studentów zasiadających w komisjach przydzielających stypendia, czy akademiki. Decydowaliśmy też na tych zebraniach kogo wysłać na zjazd krajowy i załatwialiśmy inne administracyjne sprawy. Poza tym, nasze życie nie różniło się znacząco od tego, które obecnie toczy się w biurach NZS-u – był gwar i tłok.
Warto dodać, że w czasie strajku ci wykładowcy, którzy należeli do PZPR straszyli, że jeśli ktoś będzie strajkował, to może mieć problemy ze zdaniem egzaminu. Ale pracownicy uczelni, którzy byli w Solidarności, przychodzili do nas na strajki i robili zajęcia wyrównawcze.
W stanie wojennym i po nim byliśmy szykanowani w różny sposób. Na przykład SB próbowało zatrzymywać studentów z NZS przed obroną pracy magisterskiej. Jeśli student nie stawił się na egzaminie końcowym, to był skreślany. W moim przypadku to się na szczęście nie udało. Gdy zadzwoniono do kierownika dziekanatu, pani Teresy Trzeciak, z pytaniem o termin mojej obrony, ona z premedytacją podała inny, późniejszy termin. Miała potem nieprzyjemności, ale była bardzo dzielna.

M.K.: Studia skończył Pan w 1984 roku. Jak został Pan nauczycielem akademickim z NZS-ową przeszłością?
E.G.: Dzięki mojemu uporowi zostałem nim, ale dopiero w 1993 roku, czyli po upadku komunizmu. Wcześniej byłem programistą i to było 9 lat życia, który mi komuniści zabrali, gdyż ja od samego początku chciałem pracować naukowo. Na przesłuchaniach SB-cy mówili mi, że w Polsce nie ma dla mnie miejsca, żebym wyjechał. Żaden konkurs na asystenta, w którym startowałem się nie zakończył. Kiedy tylko składałem dokumenty, od razu go anulowano. Pamiętam, że w końcu w 1988 roku poszedłem w tej sprawie do rektora Jerzego Rokity. On powiedział mi, że SB nigdy nie pozwoli mi uczyć studentów. Ciekawe skąd on to wiedział?

M.K.: Proszę powiedzieć coś więcej o tej rozmowie z Rektorem Rokitą.
E.G.: Byłem głęboko rozczarowany tym człowiekiem, który w końcu był profesorem i rektorem uczelni. A on zamiast mi pomóc, straszył mnie, że Służba Bezpieczeństwa nie pozwoli mi zostać pracownikiem naukowym i radził żebym nie składał więcej podań o pracę naukową.

Przy tej okazji chcę podkreślić, że Uniwersytet Ekonomiczny jest w tej chwili jedyną uczelnią na Śląsku, która nigdy nie rozliczyła się ze swoją komunistyczną przeszłością. Nie ujawniono listy pracowników, znajdującej się w IPN, którzy byli Tajnymi Współpracownikami SB lub kandydatami na TW i donosili na swoich kolegów i studentów. W roku 2005 Uniwersytet Śląski powołał swoją komisję historyczną, która ujawniła wielu współpracowników SB wśród profesury, zaś u nas tej odwagi zabrakło m.in. ówczesnemu rektorowi Florianowi Kuźnikowi, którego o to wtedy prosiłem.

M.K.: Czy chce Pan przekazać coś obecnym NZS-iakom?
E.G.: Dobrze, że NZS aktywnie działa w środowisku studenckim, pomaga, opiniuje, organizuje wyjazdy czy dba o dobre obyczaje akademickie. Ważne jest też to, żeby cały czas pamiętać o idei, która przyświecała naszej organizacji od początku, a więc o umiłowaniu wolności i prawdy, krzewieniu historii Polski i o patriotyzmie.

Bardzo dziękuję za wywiad

*Zdjęcia archiwalne pochodzą z archiwów IPN.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *