Chemia smierci

„Chemia śmierci” – Simon Beckett, czyli zwierzenia zmarłych

„Ciało ludzkie zaczyna się rozkładać cztery minuty po śmierci. Coś, co było kiedyś siedliskiem życia, przechodzi teraz ostatnią metamorfozę. Zaczyna trawić samo siebie. Komórki rozpuszczają się od środka. Tkanki zmieniają się w ciecz, potem w gaz. Już martwe, ciało staje się stołem biesiadnym dla innych organizmów.” Tak mógłby zaczynać się poradnik napisany przez Hannibala Lectera, lecz w tym przypadku mamy do czynienia z thrillerem brytyjskiego pisarza – Simona Becketta, o zaskakującym tytule „Chemia śmierci”.

Manham jest małym, leżącym na końcu świata miasteczkiem. Pewnego dnia na tym otoczonym przez lasy i wrzosowiska prawie bezludziu pojawia się David Hunter – były antropolog sądowy uciekający przed swoją przeszłością. Niedawna strata rodziny była przyczyną porzucenie zawodu, a przeprowadzka miała być lekiem na całe zło. W Manham David zaczyna powoli układać swoje życie i znajduje pracę na posadzie miejscowego lekarza. Czas spokojnie płynie.

I NAGLE BUM! Miasteczko okazuje się być angielskim Sandomierzem, w którym to tuż pod nosem ojca Mateusza pojawia się seria niewyjaśnionych morderstw. Wszystko zaczyna się od znalezionego w lesie ciała będącego w zaawansowanym stadium rozkładu. Początkowo były antropolog nie zgadza się na współpracę z policją, lecz z czasem staje się on kluczową postacią w śledztwie. Przeszłość zaczyna powracać i boli. Bardzo.

„Chemia śmierci” jest powieścią schematyczną do tego stopnia, że aż ciekawą. Już od pierwszych stron chcemy iść z doktorem Hunterem ramię w ramię i śledzić jego poczynania. Bohater różni się od klasycznych detektywów pokroju Sherlocka Holmesa czy Philipa Marlowe’a jedną istotną rzeczą – swoją bezsilnością. Pomimo tego, że nie może przerwać serii zabójstw stara się zrozumieć mordercę i przybliżyć się w ten sposób do rozwiązania sprawy.

Nie jest to jednak prostym zadaniem, szczególnie gdy na przeszkodzie stoi samo miejsce wydarzeń. Manham jest miasteczkiem prowincjonalnym, w którym każdy zna każdego, a mieszkańcy  podatni są na wszelkie manipulacje rządzących i duchowieństwa, co często kończy się samosądami i linczem. Obrywa się również samemu doktorowi Hunterowi, który nie jest akceptowany przez miastowych, a współpraca z policją dodatkowo pogarsza ten stan rzeczy.

Simon Beckett stworzył powieść będąca połączeniem thrillera medycznego, kryminału i horroru, w której każdy znajdzie coś dla siebie. Książka pełna jest szczegółowych opisów rozkładających się ciał, a autopsje i inne zabiegi na nieboszczykach mogą czasem obrzydzić. Autor już od pierwszego rozdziału bawi się czytelnikiem wodząc go za nos. Do ostatnich stron nie jesteśmy pewni, czy to już definitywny koniec przygody z Davidem Hunterem, a finał powieści jest wisienką na torcie.

„Chemia śmierci” jest książką wciągającą niczym jedzenie pistacji – nie będziemy chcieli skończyć czytać wcześniej niż po ostatnich stronach. Powieść gwarantuje czytelnikowi niezapomniane przeżycia zapadające w pamięci na długo, a jej zakończenie zmusi do ubrania butów i podróży do biblioteki po kolejną część serii. Bo David Hunter powróci.

„Zło nie zniknie tylko dlatego, że przestaniemy je dostrzegać.”

Maślak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *