oil-pump-jack-1407715_1280

Czarne chmury nad czarnym złotem z Czarnego Lądu

 Obecny cenowy ,,oddech” na rynku ropy naftowej trwa już na tyle długo, że widmo baryłki tego surowca kosztującej ponad 120 dolarów zniknęło z giełdowego horyzontu. Jednakże, może ono bardzo szybko powrócić, by siać trwogę na parkietach – a wszystko to za sprawą kraju, który w dyskusjach o ,,czarnym złocie”  bywa niezauważany.

Nigeria – bo to o niej mowa – to największy afrykański producent ropy. Dziennie wydobywa się tam prawie 2,3 mln baryłek. Ogromne złoża (najzasobniejsze na kontynencie, szacowane na nawet 35 mld baryłek) odkryto w latach 50. Znajdują się one głównie w obrębie delty Nigru. To surowcowe bogactwo sprawiło, że lokalnymi pokładami szybko zainteresowały się zachodnie koncerny takie jak Shell, ExxonMobil, Chevron, Total i Eni. W rejonie tym zlokalizowanych jest ponad 600 pól naftowych, należących bądź do wspomnianych potentatów, bądź do państwowej spółki wydobywczej – Nigerian National Petroleum Corporation. Nigeryjska ropa, znana ze swojej dobrej jakości, trafia przede wszystkim do Europy (w 2015 roku stanowiła aż 45% ogólnego eksportu dostarczono na Stary Kontynent) i Azji (głównie wysoce energochłonnych Indii oraz Chin). Ten potężny przemysł może jednak w każdej chwili runąć niczym domek z kart. Sytuacja w Nigerii jest bowiem wyjątkowo niestabilna, a wydobycie ,,czarnego złota” to kość niezgody, dzieląca rząd i społeczeństwo.

Problemy z nigeryjską ropą trwają w zasadzie od początku jej produkcji. Wysoki stopień korupcji wśród władz spowodował, że zagraniczne koncerny prowadziły w rejonie delty Nigru działania wręcz rabunkowe. Ze względu na zły stan infrastruktury, której nie remontowano, dochodziło do częstych wycieków ropy – w ciągu ostatnich 40 lat doszło tam do ponad 7000 takich wypadków, które wprowadziły do środowiska około 11 milionów baryłek ropy. Kompletnie zdewastowało to lokalny system ekologiczny, a co za tym idzie – pozbawiono miejscową ludność źródła dochodów i pożywienia. Rybołówstwo stało się niemożliwe ze względu na pomór ryb, gleby zostały wyjałowione, a wody gruntowe skażone. Średnia życia mieszkańców terenów wydobywczych waha się w okolicach 40 lat – wielu z nich zapada na choroby nowotworowe, powszechną przypadłością jest też bezpłodność.

Bierność władz i coraz większa samowola koncernów doprowadzały do wielu rozruchów. Do najpoważniejszych doszło w 1994, kiedy to zginęło ośmiu czołowych liderów protestów (m. in. pisarz Ken Saro-Wiwa) oraz w 2003 roku, gdy krajem wstrząsnął strajk generalny. Nigeria musi stawić czoła również nowym problemom – na wodach Zatoki Gwinejskiej pojawili się piraci utrudniający kursowanie tankowców. Ostatnimi laty nasiliły się też ataki organizacji terrorystycznej Boko Haram, która trwale okupuje niektóre regiony. Dodatkowo, państwo to było jednym z największych ognisk Eboli. Dla Nigerii, najludniejszego kraju w Afryce, nie posiadającego wystarczająco sprawnego zaplecza medycznego, każda epidemia może okazać się katastrofalna w skutkach.

Problemem jest również kwestia pogarszających się warunków gospodarczych wśród przeciętnych mieszkańców. Choć eksport ropy uchodzi za żyłę złota, to tamtejsze władze, skorumpowane i mocno związane umowami z zachodnimi koncernami, nie wykorzystały własnych bogactw dla dobra swego kraju. Zaniedbywany przemysł rafineryjny sprawia, że Nigeria nie może sama przerabiać surowca. Dodatkowo, co roku duża ilość ropy jest rozkradana przez zorganizowane bandy. Pomimo tego, że PKB kraju stale rośnie, a inflacja spada, wciąż ponad połowa obywateli żyje w nędzy, powiększa się również stopa bezrobocia, oscylująca wokół poziomu 25%. Wszystko to przekłada się na coraz to silniejsze niepokoje społeczne.

Konsekwencje wewnętrznego załamania się Nigerii byłyby trudne do oszacowania – ze względu na wielość czynników, które mogą jednocześnie doprowadzić do krachu, trzeba liczyć się z możliwością nagłego i drastycznego ograniczenia eksportu, a nawet czasowego zatrzymania wydobycia. Ten kraj, w skład którego wchodzą przedstawiciele ponad 200 grup etnicznych, może bardzo łatwo pogrążyć się w chaosie. Reakcja światowych rynków będzie natychmiastowa, a nagły skok cen ropy odczuwalny przez całą światową gospodarkę, głównie ze względu na fakt, że odbiorcy nigeryjskiej ropy, tacy jak Indie czy Chiny, potrzebują stale ogromnych ilości surowca. Każde zachwianie dostaw oznacza niepokój w przemyśle, a co za tym idzie – na parkietach. Nagły skok cen ropy w roku 2004 o ok. 30%, był efektem m.in. spadku podaży po paraliżu wydobywczym w Nigerii. Celem zapewnienia ciągłości i poziomu wydobycia, najwięksi gracze w delcie Nigru powinni zoptymalizować swe działania tak, by budować stabilność wewnętrzną kraju i zniwelować negatywne skutki swoich przedsięwzięć. Niestety, nie leży to w ich interesie ekonomicznym, a skorumpowany rząd nie jest w stanie w żaden sposób wpłynąć na podmioty, które zapewniają tak duże wpływy do budżetu. Dlatego też, jedyną poważną nadzieją dla Nigerii jest działanie społeczności międzynarodowej.

Jakub Wiech

Jakub Wiech

Miłośnik literatury i kina. Uwielbia wertować półki antykwariatów w poszukiwaniu dzieł, o których nikt już nie pamięta. Skupiam się głównie na przerzucaniu mostów między różnymi dziedzinami kultury i sztuki, badam więc związki literatury i kina, kina i malarstwa, malarstwa i poezji... i tak bez końca!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *