hand-453220_640

Gdy film jest Pismem – o produkcjach biblijnych

Jest taki stary dowcip, który brzmi: ,,- Czytałeś Bibilę? – Nie, czekam, aż sfilmują”. Ostatnio jednak stracił sporo na śmieszności, gdyż kinotwórcy z coraz większą werwą sięgają do Pisma Świętego w poszukiwaniu inspiracji, weny, ale najczęściej chyba – z chęci zysku. Paleta produkcji opartych na Biblii jest jednak zbyt szeroka, by opisać ją jednym zdaniem. O produkcjach bibilijnych…

Pięcioksiąg w 3D

Widzowie nie otrząsnęli się jeszcze po co najwyżej średnim Noe: Wybrany przez Boga  (którego nie uratował ani Russell Crowe, ani Emma Watson), a już po paru miesiącach z powrotem mogli wrócić na karty Starego Testamentu za sprawą Exodusu Ridleya Scotta. Oba filmy zdają się być epigonami spektakularnych widowisk Cecila B. DeMille’a takich jak Dziesięcioro Przykazań (nagrodzone zresztą Oscarem za efekty specjalne) czy Samson i Dalila. Niestety, nowoczesne produkcje traktują Biblię jak kolejną mitologię, w której przeplatają się wszechmocni bogowie, herosi i śmiertelnicy (podtytuł filmu Exodus to Bogowie i Królowie). Postacie zakrojone są w sposób właściwy superbohaterom – podstawą scenariusza Noego był zresztą komiks, oparty na Biblii, apokryfach i… wzbogacony wątkami fantasy, Christian Bale jako Mojżesz stara się co prawda oddać w swej kreacji ciężar losów całego narodu spoczywający na jego barkach, lecz znacznie bardziej kojarzy się on wtedy z Mrocznym Rycerzem aniżeli ze starotestamentową postacią. Obie produkcje kładą duży nacisk na widowiskowość – mamy tu więc spektakularne sceny walki, wielkie potyczki, niesamowite efekty specjalne. Można było się tego spodziewa – wszak w dorobku twórców tych dwóch filmów znaleźć możemy takie pozycje jak Czarny Łabędź, Requiem dla snu, Gladiator czy Robin Hood. Lecz w całej tej feerii ginie gdzieś przesłanie szersze aniżeli tylko wewnętrzne rozterki głównego bohatera. Bo zarówno Noe, jak i Exodus, choć stojące na różnych poziomach (na korzyść tego drugiego), skoncentrowane są właśnie na jednostce, ukazanej w przesadnie marvelowski sposób. Pozostałe postacie (z nielicznymi wyjątkami) są płytkie, jednowymiarowe i papierowe, co sprawia, że cały obraz jeszcze bardziej przypomina kino akcji luźno oparte na znanej skądś kosmogonii.

Fikcja apokryficzna

Gatunkiem, który ostatnio stracił nieco na popularności, są produkcje tworzone specjalnie dla telewizji (głównie produkcji amerykańsko-niemieckiej), opierające się w mniejszym bądź większym stopniu na apokryfach. Jest to kino dość niszowe, które wypłynęło na popularności dzieł takich jak Kod Leonarda da Vinci  Dana Browna. Nie ma sensu rozpisywać się nad ich stylem czy ,,kunsztem”, warto jednak zauważyć, iż stanowiły one pewien wyraźny ,,etap przejściowy”, jeśli chodzi o ewolucję kina biblijnego. Można zaryzykować twierdzenie, że tego typu manewrowanie Pismem Świętym i bardzo swobodna interpretacja doprowadziły kino do wymieszania się konwencji. Ten swoisty tygiel, w którym zlały się ze sobą historie uznawane za święte i prawdziwe z fikcją podbudowaną jedynie artystyczną wyobraźnią twórców, zaowocował produkcjami, które równie dobrze moglibyśmy przypisać do gatunku fantasy. Pojawia się tu jednak pytanie: czy takie przetworzenie wierzeń chrześcijańskich nie jest ich jednoczesną obrazą? Kiedy bowiem widz dostaje zwarte dzieło, które łączy w sobie elementy pochodzące wprost z jego wiary i fragmenty zaczerpnięte niemalże żywcem z komiksowej fikcji, może on czuć niesmak, gdy reżyser stawia na równi historie starotestamentowe i wątki pochodzące z jego nieskrępowanej fantazji.

Artyzm Misterium

Nieco odmiennie sprawa rysuje się w kwestii obrazów traktujących o Męce Pańskiej. Z racji szczególnej wagi tematu, twórcy, którzy go podejmowali, już niejako z automatu narażali się na krytykę z różnych stron, która nieodmiennie towarzyszyła prawie każdej premierze tego typu filmów. Mimo tego wielu wychodziło zwycięsko z tej próby, czego owocem są obrazy takie jak chociażby Pasja Mela Gibsona – monumentalny obraz, jeden z pierwszych przedstawicieli swoistego nowoczesnego realizmu w kinematografii, nakręcony w języku łacińskim, aramejskim i greckim. Reżyserowi nie udało się jednak uniknąć kilku przejaskrawień. Dodatkowo jeszcze przed premierą oskarżono go o antysemityzm. Niemniej jest to obraz warty uwagi, głównie ze względu na wierność, z jaką oddaje dwanaście ostatnich godzin życia Jezusa Chrystusa. Potwierdzeniem tego może być fakt, że po seansie Pasji św. papież Jan Paweł II miał powiedzieć ,,Tak właśnie było”, o czym poinformował „The National Catholic Reporter”. Analizując ten obraz, nie można pominąć zestawianego z nim wielokrotnie filmu Żywot Briana. Ta produkcja grupy Monty Pythona była przedstawiana jako kontrast do filmu Gibsona (po premierze Pasji weszła nawet ponownie do kin). Dzieło to, które w kręgach religijnych fundamentalistów uchodzi za obrazoburcze i uderzające bezpardonowo w chrześcijańskie dogmaty, jest przez to traktowane zbyt krytycznie i powierzchownie. Film bowiem skrywa pod płaszczykiem niewybrednej (miejscami nawet prostackiej) komedii głębszy sens oraz wielość interpretacji i pole do własnych rozważań nad wiarą i życiem. Grupa Monty Pythona tworzy okraszone humorem produkcje dla osób niezamykających się na jedną ścieżkę rozumowania, uważny widz dostrzeże w ich filmie poważne pytania, na które sam musi sobie odpowiedzieć. W nieco podobny sposób postrzegać można również film Jesus Christ Superstar – film łatwo skrytykować, patrząc tylko na jego powierzchowność, lecz jest on w gruncie rzeczy wartościowym obrazem, w żaden sposób nie atakującym wiary chrześcijańskiej. Kolejną pozycją, wokół której narosło sporo kontrowersji, jest głośny film Martina Scorsese Ostatnie kuszenie Chrystusa. Jednakże, jak zostało to wyraźnie zaznaczone przez twórców, obraz nie bazuje wprost na Piśmie Świętym, lecz na książce Nikosa Kazandzakisa o tym samym tytule.

,,Cóż więc powiemy?”

Temat kina biblijnego to kwestia bez wątpienia kontrowersyjna, nie tylko ze względu na poruszanie sacrum. W dużej mierze przyczynia się do tego coraz większa rozbieżność perspektyw: twórcy coraz usilniej starają się przyciągnąć widza do kin, opierają się więc na historiach z Pisma Świętego i dostosowują je do masowego odbiorcy, wplatając w nie hollywoodzkie elementy, a widzowie są nieco zdezorientowani – nie wiedzą do końca, czy idą do kina, by pomyśleć, czy żeby popatrzeć. Na szczęście od tej zasady również są wyjątki – filmy, które przenoszą na ekran Biblię wraz z ogromną mnogością interpretacji, metafor i pytań.

Jakub Wiech

Jakub Wiech

Jakub Wiech

Miłośnik literatury i kina. Uwielbia wertować półki antykwariatów w poszukiwaniu dzieł, o których nikt już nie pamięta. Skupiam się głównie na przerzucaniu mostów między różnymi dziedzinami kultury i sztuki, badam więc związki literatury i kina, kina i malarstwa, malarstwa i poezji... i tak bez końca!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *