nadejdą lepsze czasy dokument wysypisko

Nadeszły lepsze czasy?

Najnowszy dokument w reżyserii Hanny Polak pt. „Nadejdą lepsze czasy” to zapis ponadpiętnastoletniej historii życia Yuli. Rzeczywistość, jaka ją otacza, to niezmiennie putinowska Rosja.

W ciężkie życie bohaterki wkraczamy razem z reżyserką w momencie, gdy dziewczynka ma dziesięć lat. Jest chudym, spokojnym, nieco wystraszonym jeszcze dzieckiem mieszkającym razem z matką na wysypisku śmieci, około piętnastu kilometrów od Kremla. Yula pod każdym względem ma jednak nietypowe dzieciństwo – zepchnięta na margines rosyjskiego społeczeństwa, zmuszona jest do życia na wysypisku, wśród otaczającej ją śmierci i skrajnego ubóstwa.

Zastanawiające jest, dlaczego reżyserka wybrała akurat tę dziewczynkę na swoją bohaterkę. Hanna Polak, współautorka nominowanego do Oscara filmu krótkometrażowego „Dzieci z Leningradzkiego” (2005), ponownie sięga po kamerę, by opowiedzieć o ponurych realiach rosyjskiego życia. Yula wydaje się na pierwszy rzut oka dziewczynką zbyt nieśmiałą, by mogła odpowiednio wpisać się w kanon ról pierwszoplanowych. Jednak „Nadejdą lepsze czasy” to dokument przejmująco prawdziwy i przedstawiający losy realnych postaci – nie ma więc tutaj mowy o tradycyjnych, popkulturowych kanonach.

Dziesięcioletnie dzieci pijące i palące tuż przed obiektywem kamery to powszechny widok. Od najmłodszych lat pozwala się, a raczej zupełnie nie zwraca się uwagi na to, co robią najmłodsi wychowankowie wysypiska. Każdy troszczy się o to, by przetrwać kolejną dobę w tym piekle na ziemi.

Dokument ma to do siebie, że wywołuje o stokroć intensywniejsze emocje u odbiorcy niż zwykła, fabularna produkcja. Na seans, na który się wybrałam, nie przyszło zbyt wielu ludzi, pomimo tego, że był to dzień premiery, a projekcja obywała się w piątkowy wieczór. Nie ma się jednak czemu dziwić – „Nadejdą lepsze czasy” to film niesamowicie przygnębiający i zmuszający do głębokich refleksji. Nagle człowiek zdaje sobie sprawę, że większość jego problemów i zmartwień to jedynie marne strapienia w zestawieniu z życiem bohaterów Hanny Polak.

Mogę sobie jedynie wyobrazić, jak ciężkie musiało to być dla samej reżyserki, gdy nagrywała poszczególne ujęcia ze świadomością, że nie jest w stanie pomóc tym ludziom. W wywiadzie, który przeczytałam tuż po obejrzeniu filmu, Hanna Polak otwarcie mówiła o niemalże katorżniczej i bardzo niebezpiecznej pracy związanej z powstawaniem tego dokumentu. Nie dostała przecież nigdy pozwolenia na nagrywanie, nielegalnie przebywała na terenie wysypiska, nieraz musiała po ciemku przedzierać się przez kilometry odpadów, podczas gdy gwałty i mordy zdarzały się na tym zamkniętym terenie niemalże codziennie.

Rzeczywiście, ten obraz to nie tylko suchy zapis, udokumentowanie życia mieszkańców moskiewskiego składowiska odpadów. To również prawdziwa i wzruszająca opowieść o więzi, jaka połączyła młodziutką Yulę i reżyserkę. Hanna Polak towarzyszyła dorastającej dziewczynie przez ponad czternaście lat, co dla młodego człowieka jest znaczącym przedziałem czasowym.

Zawstydzona kamerą, nieśmiała Yula powoli przemieniała się w buntującą się nastolatkę, nieustannie marzącą o lepszym życiu z dala od wysypiska. W międzyczasie zaszła w ciążę, porzuciła swoje dziecko, jednak nie ma wątpliwości, że to było najlepsze rozwiązanie.

Momentem zwrotnym w życiu Yuli i jej matki jest dzień, w którym okazuje się, że jednak przysługuje im mieszkanie komunalne po zmarłym przed laty ojcu dziewczynki. Gdy obie się tam przeprowadzają, ich życie zmienia się diametralnie. Muszą jednak wciąż żyć ze świadomością, że już nigdy nie zobaczą ludzi, z którymi przechodziły przez ten koszmar.

Żegnamy się z Yulą, dwudziestoczteroletnią już kobietą, która wciąż stara się ułożyć sobie życie. Ma już partnera, jest w drugiej, tym razem chcianej ciąży, i wierzy, że życie będzie dla niej  łaskawsze niż dotychczas. Miejmy nadzieję, że tak się stanie, jednak warto się jednak zastanowić, czy te lepsze czasy nadeszły dla wszystkich Rosjan.

Rosja to wciąż kraj, który przyzwala na to, by jego obywatele żyli w skrajnej nędzy, podczas gdy te piętnaście kilometrów dalej, na Kremlu, ucztują, mieszkają i żyją ludzie w przepychu i jawnym dostatku. Jest to oficjalnie kraj demokratyczny, jednak wciąż potrzebni są tacy twórcy jak Hanna Polak, którzy niestrudzenie – pomimo licznych niebezpieczeństw i zagrożeń ze strony kraju – pokazują bliskie ludziom, nie medialne, realia.

Julia Hebdzyńska
Prawie Kino, NZS UW

Prawie Kino

Prawie Kino

Cykl nieodpłatnych pokazów filmowych organizowanych przez Niezależne Zrzeszenie Studentów - największą ogólnopolską organizację studencką

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *