stack-letters-447579_1280

„Napisz, proszę, chociaż krótki list”

Kiedy ostatni raz dostaliście list? Nie z urzędu, banku, albo innej instytucji. Nie kartkę z wakacji, maila, albo dłuższą wiadomość na Messengerze? Chodzi mi o normalny, odręcznie napisany list, z przyklejonym na kopercie znaczkiem i wysłany za pomocą poczty. Ja dostałam ostatnio. Od osoby, z którą mam stały kontakt telefoniczny i internetowy. Dawno nie błyszczały mi tak oczy, gdy go czytałam. Było to coś tak „innego”, że zostałam pozytywnie naładowana na resztę dnia. Gdy odpisywałam, uśmiech nie schodził mi z twarzy. W związku z tym, zaczęłam się zastanawiać, dlaczego ludzie przestali do siebie pisać tradycyjne listy, skoro jest to takie przyjemne?

Penny_black

Pierwszy znaczek Źródło: www.wikipedia.org

Najstarszy z zachowanych listów pochodzi z ok. 2400 roku p.n.e i wysłany został w Egipcie. Początkowo wymieniano się korespondencją za pośrednictwem posłańców, a także wysyłano je gołębiami, czy nawet jaskółkami. Posłańcy – choć przez lata nazwa ta ulegała zmianie w zależności od części świata – funkcjonowali aż do XV wieku. Dopiero pod jego koniec w Niemczech uruchomiono po raz pierwszy konną pocztę pociągową. Następnie zaczęły się pojawiać przeróżne usługi świadczące przekazywanie przesyłek. W Polsce pierwsza poczta o charakterze publicznym została uruchomiona za czasów Zygmunta Augusta. Jednakże dopiero za panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego stała się instytucją o charakterze demokratycznym. Każdy obywatel Rzeczypospolitej Obojga Narodów mógł swobodnie prowadzić korespondencję, która miała gwarancję tajemnicy. Wówczas wprowadzono także pieczęcie i stemple. Pierwszy znaczek pocztowy został wypuszczony do obiegu w 1840 roku. Jego autorem jest Anglik, James Chalmers, więc nie dziwi fakt, że umieścił na nim podobiznę ówcześnie panującej królowej Wiktorii. W Królestwie Polskim pierwszy znaczek został wprowadzony niecałe 20 lat później. Zatem od przeszło 155 lat możemy je swobodnie kupować, naklejać na kopertę i wysyłać nie tylko swoje myśli (bo to możemy robić na przykład pisząc SMSa), ale też kawałek swojej duszy. Przeznaczony specjalnie dla kogoś. Tylko czemu przestaliśmy?

„Technologia” – powiecie – „Tak jest szybciej i ekologicznie”. Podpisuję się pod tym rękami i nogami. Wystukuję na klawiaturze wiadomość mailową, klikam na odpowiedni przycisk i po kilku sekundach koleżanka na drugim końcu świata może ją odczytać. Oszczędność czasu, jak i pieniędzy, bo przy regularnej korespondencji metodą tradycyjną uzbierałaby się pewnie konkretna sumka. Nowoczesna technologia pozwala wysłać wiadomość bez wychodzenia z domu. Ba! Teraz nawet możemy to zrobić prosto z wanny, albo z łóżka. I temail-329819_1280ak jak paręnaście lat temu ekscytowaliśmy się tym, że dostaliśmy maila, tak teraz jest to dla nas chleb powszedni – nie licząc SPAMu, który pewnie większość z nas dostaje kilkadziesiąt dziennie. Stało się to rutyną. W przeciwieństwie do korespondencji pocztowej, która niegdyś popularna, teraz praktycznie odeszła do lamusa. Pamiętam, jak w początkowych latach podstawówki pisałam listy z koleżanką z kolonii. Co prawda mieszkała tylko jakieś 30 km ode mnie w mieście, w którym bywałam i zresztą do tej pory często bywam (#Radomplacetobe), ale zamiast się spotykać, średnio raz w tygodniu wysyłałyśmy sobie koperty z piękną papeterią w środku i pełnymi błędów opisami tego, co robiłyśmy oraz jakie mamy plany. Z niecierpliwością wyczekiwałam listonosza niosącego mi kolejną wiadomość od Aśki i jak najszybciej jej odpisywałam. Trwało to dłuższy czas. Potem popularne stało się Gadu-Gadu, a my jako niezwykle postępowe dzieci przerzuciłyśmy się na ten komunikator i kontakt się urwał.

letters-772494_640 Jako typ romantyczki (ale umiarkowanej, trzeba się dostosować do ducha czasów!) boleję nad dzisiejszymi metodami komunikacji kochanków. Współczesny Romeo wysyła SMSa z datą i godziną spotkania, Izolda XXI wieku skarży się przyjaciółkom na Tristana za pomocą WhatsAppa. Moja babcia do dziś wspomina listy, które w latach jej młodości słał do niej pewien amant. Mężczyzna kompletnie jej się nie podobał, ale słowa, które przelewał na papier sprawiły, że się zakochała. Wyryły się w jej pamięci na tyle, że po 50-ciu latach nadal potrafi je cytować. Robi to bardzo chętnie, szczególnie gdy chce poddenerwować mojego dziadka. I to działa! Dziadek zielenieje wtedy z zazdrości.

Jeśli chcecie przekazać jakąś ważną dla Was nowinę, albo po prostu sprawić, że ktoś poczuje się wyjątkowo, nie wysyłajcie wiadomości elektronicznej. Usiądźcie do stołu, połóżcie przed sobą kartkę i weźcie do ręki długopis. Na początku pewnie nie będziecie wiedzieli, jak się do tego zabrać. W liście dziwnie wyglądają zwroty zapożyczone ze slangu lub typowo potocznej mowy, nieszczególnie pasują tam również emotikonki. Ale gdy już zaczniecie i przebrniecie przez pierwszy akapit, potem kolejny, aż wreszcie złożycie zamaszysty podpis, będziecie z siebie zadowoleni.  Gwarantuję też, że osoba, która list otrzyma bez wątpienia zaskoczona, jak również bardzo, ale to bardzo szczęśliwa! Dlatego, tak jak śpiewa Halina Frąckowiak: „Napisz, proszę, chociaż krótki list”!

Kinga Dolega

Kinga Dolega

Kinga Dolega

Najbardziej lubię się wysypiać i spotykać z innymi ludźmi (co niestety nie jest łatwe do pogodzenia). Interesuje mnie szeroko rozumiany PR i staram się rozwijać w tym kierunku. Na ogół nie wiem, czego chcę, ale jak już wiem, to chcę bardzo! Moje blogowe teksty będą dotyczyć przede wszystkim sfery rozrywki: przedstawień teatralnych, koncertów, imprez, filmów, które wywarły na mnie największe wrażenie (albo wręcz odwrotnie!) oraz innych możliwych ucieczek od szarej rzeczywistości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *