makbet recenzja filmu szekspir shakespear

Natura wymierzy sprawiedliwość – „Makbet” według Justina Kurzela

Góry są tak wysokie, że aż przysłoniły światło słońca. Gęsta mgła rozlewa się nad polem walki. Cisza, a w niej głośne bicie serc wojowników. To dopiero początek batalii, jaką przyjdzie Makbetowi stoczyć o swoje życie. Niestety, wszyscy wiemy, jak ta tragedia się skończyła…

Adaptacja dzieła angielskiego dramaturga Williama Shakespeare’a, w reżyserii Justina Kurzela, zabiera nas do mrocznej XI-wiecznej Szkocji. Akcja filmu wsparta jest na surowej, tajemniczej, ale przede wszystkim niezbadanej przyrodzie tej ziemi, która wpływa na psychikę bohaterów dzieła i budzi w nich najstraszliwsze uczucia i rządze. Justin Kurzel i autor zdjęć – Adam Arkapaw – tak właśnie prowadzą narrację filmu, by dało się wyraźnie odczuć związek między naturą a człowiekiem. Tragedię, po prostu, można wyczuć w powietrzu.

Dzięki twórcom scenariusza – Jacobowi Koskoffowi, Toddowi Louisowi oraz Michaelu Lesslie’emu – fabuła filmu pozostała niemalże bez zmian. Makbet (Michael Fassbender),  jeden ze znakomitych wodzów wojsk króla Duncana, po stoczonej bitwie, spotyka trzy wiedźmy. Przepowiadają mu one, że zostanie królem. Bohater, na początku, nie wierzy w przepowiednie, ale tylko do czasu, gdy zaczynają się one spełniać i zostaje tanem Cawdoru i Glamis. W tym samym czasie, także do Lady Makbet (Marion Cotillard) wiedźmy przychodzą z przepowiednią. Żona postanawia namówić męża do popełnienia zbrodni w stosunku do prawowitego władcy. Jest to o tyle kuszące, że po wygranej bitwie Duncan (David Thewlis) gości u bohatera. Tutaj właśnie król ginie z rąk tytułowego bohatera. Potem, po ucieczce królewskiego syna – Malcolma (Jack Reynor) w obawie o życie, Makbet przejmuje władzę i wkracza na drogę zbrodni, która doprowadziła do obłędu Lady Makbet, nieodpartych wyrzutów sumienia samego głównego bohatera oraz do nieuniknionej śmierci przepowiedzianej przez czarownice.

Trzeba przyznać, że obsadzenie Michaela Fassbendera w roli Makbeta było strzałem w dziesiątkę. Aktor niesamowicie kreuje swoją postać, niemalże zatracając swoje ja i poświęcając całego siebie tylko i wyłącznie Makbetowi. W trakcie filmu możemy śledzić wyjątkowy portret psychologiczny wodza armii króla Dunkana, hrabiego Glamis i Cawdoru, a wreszcie króla Szkocji. Marion Cotillard jako Lady Makbet również zachwyciła w tym wydaniu. Francuska aktorka o subtelnych rysach twarzy pokazała w filmie prawdziwe oblicze bezwzględnej, opętanej rządzą władzy femme fatale.

Niewątpliwym atutem filmu są także niezwykłe zdjęcia wykonane przez Adama Arkapawa, które utrzymują mroczną i tajemniczą atmosferę filmu oraz montaż Chrisa Dickensa, który w atrakcyjny sposób użył efektu slow motion dodającego dramatyzmu scenom walk. Natomiast, dzięki muzyce Jeda Kurzela fabuła i obraz są uzupełnione o niesamowitą warstwę dźwiękową, która pozwala poczuć na skórze dreszcze.

Na samym końcu filmu moją uwagę przykuła szczególnie jedna scena. Mianowicie zbliżanie się dobrze znanego lasu Birnam do zamku Makbeta. Twórcy postawili w tym momencie na niestandardowe rozwiązanie. Nie było tutaj żadnych wojowników trzymających gałęzie drzew, jak to opisywał Shakespeare, ale kadry pełne krwistoczerwonych barw, ukazujące palący się las oraz niepozorne szczątki liści, które złowieszczy wiatr przynosił patrzącemu z niedowierzaniem Makbetowi.

„Makbet” to z pewnością film wykonany z jasno określonym pomysłem, dopieszczony do końca w najdrobniejszym detalu. Mimo tego, że jest to już kolejna adaptacja dobrze znanego dramatu Williama Shakespeare’a, film zaskakuje swoją nowatorskością i oryginalnymi rozwiązaniami fabularnymi.

Aleksandra Baka,
Prawie Kino, NZS Uniwersytetu Warszawskiego

Prawie Kino

Prawie Kino

Cykl nieodpłatnych pokazów filmowych organizowanych przez Niezależne Zrzeszenie Studentów - największą ogólnopolską organizację studencką

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *