józef piłsudski bohater zdrajca

Piłsudski między upupieniem a niepamięcią

W zeszłym tygodniu minęło kolejne Narodowe Święto Niepodległości. Postanowiłem przeprowadzić mały eksperyment – wpisałem w Google „11 listopada” i sprawdziłem, jakie grafiki są z tym hasłem skojarzone.  Wyniki wyszukiwania zwróciły mi nie tylko setki białych orłów i narodowych flag, ale też niezliczone portrety jednej i tej samej osoby: Józefa Piłsudskiego. Algorytmy Google dobrze się spisały. Listopadowe święto zostało przed wojną ustanowione właśnie z myślą o gloryfikacji postaci Marszałka i wmówieniu Polakom, że on jeden przywrócił Polsce niepodległość, zupełnie tak samo jak Lech Wałęsa utrzymuje obecnie, że w pojedynkę obalił komunizm. Intencją twórców święta – byli to niedorastający Piłsudskiemu do pięt jego następcy – było to, żeby część chwały ich politycznego guru spłynęła także na nich i uprawomocniła w ten sposób ich dyktaturę. W tym kontekście na ironię losu zakrawa, że współcześni narodowcy, którzy przedstawiają się jako ideowi spadkobiercy tradycji przedwojennych endeków – zaciętych wrogów piłsudczyków – w pełni zaakceptowali 11 listopada i w ten właśnie dzień urządzają wielki marsz przez Warszawę, tworząc osobliwy patriotyczny miszmasz sprzecznych wątków i idei.

Mogłoby się wydawać, że w wymiarze pamięci historycznej Marszałek odniósł pełen sukces, stając się powszechnie akceptowanym symbolem umiłowania ojczyzny i geniuszu politycznego. Nic bardziej mylnego – pamięci Piłsudskiego grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. Wkrótce zabraknie pośród nas ostatnich osób „przedwojennych”, a wraz z ich odejściem Piłsudski stanie się ostatecznie taką samą postacią „historyczną” jak Mieszko I i Kościuszko. Wiele wskazuje na to, że zamiast realnego Piłsudskiego miejsce w panteonie zajmie jego infantylna karykatura: wąsaty dziadunio w mundurze i na koniu, który kiedyś, dawno temu, z szablą w ręku pogonił bolszewików. Minimalnie bardziej oczytani ekscytują się niewyparzonym językiem Naczelnika i dorzucą jego pieprzny cytat „Naród wspaniały, tylko ludzie k…”. Pełne gombrowiczowskie upupienie.

Piłsudski – szlachcic, Litwin, socjalista

Tymczasem mówimy o Józefie Piłsudskim. Socjalistycznym terroryście, który wsławił się napadem, pardon, „akcją ekspropriacyjną” na pociąg. Dowódcy paramilitarnej bojówki i agencie austro-węgierskim. Oszuście politycznym, który w 1914 r. próbował zrobić Polaków w balona i porwać do powstania, wmawiając im, że w Warszawie utworzył się rząd narodowy. W końcu dyktatorem, który zdławił demokrację parlamentarną w Polsce, zabijając więcej ludzi niż Wojciech Jaruzelski, a pomimo tego nasz arcydemokratyczny naród stawia mu pomniki.

Pokazałem niektóre wstydliwe zakątki z życiorysu Piłsudskiego nie po to, aby go kompromitować i umniejszać jego dorobek, ale by zwrócić uwagę jak wielowymiarowymi bywają wielkie postaci historyczne, do których bez wątpienia się zalicza. Mnie osobiście najbardziej fascynuje w nim to, że wywarł na pierwszych dekadach XX wieku tak przemożny wpływ pomimo tego – a może właśnie dlatego? – że w wielu aspektach nie przystawał do swoich czasów, że był żywą skamieliną, mentalnie tkwiącą w wieku XIX albo i jeszcze wcześniej.

Urodził się na Wileńszczyźnie w roku 1867, czyli trzy lata po zdławieniu przez Rosjan powstania styczniowego, ostatniego paroksyzmu dawnej szlacheckiej Rzeczypospolitej. Piłsudski, syn powstańca, na przekór epoce w tej właśnie tradycji wyrósł i jej mentalnością przesiąknął. Tym też tłumaczę sobie pozornie paradoksalny wybór drogi życiowej – on, szlachecki syn, stał się socjalistycznym wywrotowcem. Była to prostu ścieżka najbliższa tradycji romantycznej konspiracji, z której szedł od razu po tym, jak dotarł do upragnionego celu – wolnej Polski.

Wraz z klęską powstania styczniowego przeminęła nie tylko szlachecka dusza narodu, ale również unia polsko-litewska. Sam Piłsudski miał się za Litwina w dawnym tego słowa znaczeniu, kiedy to Mickiewicz pisał „Litwo, ojczyzno moja” i był jednocześnie narodowym wieszczem Polaków. W drugiej połowie XIX wieku i pierwszej XX, epoce tryumfu nowożytnych nacjonalizmów, dla takiego pojmowania polskości i litewskości nie było już miejsca. O tym, co znaczy być „nowoczesnym Polakiem”, zadecydował Dmowski, a miano Litwinów przybrali rozbudzeni narodowo żmudzcy chłopi, dla których nowej tożsamości narodowej historyczne związki z Polską stanowiły i stanowią śmiertelne niebezpieczeństwo.

Owa litewskość Piłsudskiego była praprzyczyną, dla której po zakończeniu Wielkiej Wojny i odrodzeniu Polski tyle wysiłku – na próżno – włożył, aby odżyła więź „Korony” i „Litwy”, co ujmuje się w podręcznikach historii ogólnikowym hasłem „koncepcji federalnej”. Z perspektywy pamięci historycznej w żadnym innym obszarze Piłsudski nie poniósł większej klęski. O ile w świadomości Polaków jest sukcesywnie upupiany, to w pamięci pozostałych narodów dawnej Rzeczypospolitej, z którymi wiązał takie nadzieje, praktycznie nie istnieje.

Piłsudski na wschód od Bugu nie istnieje

Przygotowując się do napisania tego teksu, odszukałem numer „Więzi” z 2010 roku poświęcony postaci Marszałka z okazji 75. rocznicy jego śmierci. Część tekstów napisali Polacy, a część nasi wschodni sąsiedzi, poproszeni o to, aby powiedzieli, co Piłsudski znaczy współcześnie dla ich rodaków. Uderzająca była sama różnica w objętości tekstów. O ile Polacy potrafili rozwodzić się nad Piłsudskim na wiele stron, to wschodni intelektualiści mieli o nim do napisania niewiele.

Dosłownie jedną stronę liczył tekst Vytautasa Landsbergisa, działacza litewskiej opozycji i przywódcy Sąjūdis, litewskiej „Solidarności” w okresie sowieckim. Skwitował on osobę Piłsudskiego słowami, iż pozostaje „postacią niefortunną i na dłuższą metę szkodliwą, zwłaszcza ze względu na siłowe i zdradzieckie (przez złamanie układu) odebranie nam 1920 roku Wilna – historycznej i konstytucyjnej stolicy Litwy”. Landsbergis stwierdził, że rany zadane wtedy przyjaźni obydwu narodów zostały zabliźnione dopiero przy wspólnym zwycięstwie nad sowiecką dominacją.

Jarosław Hrycak, historyk ukraiński, napisał, że Piłsudski praktycznie nie funkcjonuje w pamięci jego narodu, a jeśli już, to tylko w złym świetle.  Starsi Ukraińcy wiedzą o nim tyle, ile napisano w sowieckich podręcznikach historii, gdzie Polskę Piłsudskiego przedstawiano jako „faszystowską” dyktaturę, a nonsens ten jest podtrzymywany przez nacjonalistyczne kręgi ukraińskie. Hrycak nie widzi też możliwości zmiany tego stanu rzeczy i budowy pozytywnego wizerunku Piłsudskiego między Bugiem a Dońcem. Jedyny możliwy fundament – postać atamana Petlury, sojusznika Piłsudskiego w dobie wojny polsko-bolszewickiej – dla wschodnich Ukraińców to kolejny faszysta, a dla zachodnich – zdrajcą, który oddał „Lachom” Galicję Wschodnią. Chociaż tekst powstał przed rewolucją na Majdanie i wojną z Rosją, to wątpię, aby w jakikolwiek sposób opinia Hrycaka straciła na aktualności.

Stanowisko Białorusinów przedstawił Eugeniusz Mironowicz, działacz białoruskiej mniejszości narodowej w Polsce i profesor na Uniwersytecie w Białymstoku. Główne, co mógł zrobić, to przejrzeć podręczniki historii opublikowane w niepodległej Białorusi i przedstawić budowaną w nich czarną legendę Piłsudskiego. Można w nich wyczytać, że gardził on ich językiem i kulturą, dążył do asymilacji itd. Co ciekawe – pomimo tego przypisywane jest mu „białoruskie pochodzenie”, ale taka jest specyfika tego narodu, że złakniony wielkich ludzi w rodzimej historii, za „swoich” uważają i Kościuszkę, i Mickiewicza, i Moniuszkę.

Tak więc osoba Piłsudskiego balansuje w świadomości Litwinów, Ukraińców i Białorusinów na granicy niechęci i całkowitej niepamięci. Taki stan rzeczy każe sceptycznie patrzeć na szanse realizacji „idei jagiellońskiej” i koncepcji „Międzymorza”, które jak bumerang wracają do polskiego dyskursu politycznego. Jak można liczyć na odnowienie wspólnoty politycznej państw Europy Środkowo-Wschodniej, skoro nawet rzekome wspólne spoiwo historyczne okazuje się być iluzją?

Pora się zastanowić

W ostatnich słowach chciałbym wrócić na nasze podwórko. Myślę, że obecność postaci Piłsudskiego w świadomości historycznej Polaków jest odwrotnie proporcjonalna do liczby jego pomników. Im bardziej jest obecny w przestrzeni publicznej i narodowej popkulturze, tym bardziej czujemy się zwolnieni z obowiązku pogłębionej refleksji nad jego osobą. Pytanie tylko: czy jest ona nam w ogóle potrzebna? Do czego jest współczesnemu Polakowi Piłsudski potrzebny? Czego może nas nauczyć, bo chyba nie tylko infantylnego patriotyzmu, jaki nam się sprzedaje na 11 listopada? W okresie komunizmu postać Piłsudskiego była zmarginalizowana, po 1989 r. na zasadach reakcji pamięć o nim nie tylko została przywrócona, ale dalekim echem wrócił jego przedwojenny kult. Jestem przekonany, że obecnie, po ćwierćwieczu naszej demokracji, pamięć o Piłsudskim musi zostać przemyślana i oceniona na nowo, inaczej stanie się on martwym symbolem.

Zbigniew Przybyłka

Zbigniew Przybyłka

Rocznik 1990. Urodzony i zamieszkały w Tychach, z urodzenia Ślązak, z wykształcenia historyk. Student Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach i przewodniczący NZS na tej uczelni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *