film-158157_1280

Pitbull. Nowe porządki, czyli stary rozgardiasz

Kampania reklamowa nowego filmu Patryka Vegi stawiała sprawę jasno: na początku 2016 roku widzowie dostaną kolejną część jednej z lepszych polskich produkcji kryminalnych. Fani Pitbulla ostrzyli sobie zęby na nowy rozdział w życiu komisarza Desperskiego. Niestety, pierwsze rozczarowanie nastąpiło, gdy rozeszła się wieść, że w filmie nie zobaczymy Marcina Dorocińskiego. Potem, było już tylko gorzej.

Napisanie recenzji Pitbulla. Nowe porządki, przysparza mi sporo trudności. Z jednej strony, chciałbym to zrobić rzeczowo i (o ile mogę użyć takiego słowa nie popadając w pyszność) profesjonalnie. Wymagałoby to więc analizy kolejnych warstw produkcji i przedstawienia moich uwag. Jednakże, miast tego, choleryczna część osobowości każe mi krzyknąć już na początku: panowie, stworzyliście słaby film podszywający się pod Pitbulla, co jest prawdziwą zbrodnią!

Nowe dzieło Vegi opowiada historię policjanta zwanego ,,Majami” (mi ta ksywka kojarzy się wyłącznie z jogurtem o tej samej nazwie, ale słabe i naciągane pseudonimy to – jak się przekonacie – domena tej produkcji, o czym będę subtelnie przypominał). Gliniarz, w rolę którego wcielił się nikomu nieznany aktor Piotr Stramowski, przypadkowo wplątuje się w sprawę gangstera ,,Babci” (subtelne przypomnienie numer jeden*). Przestępca ten, po części motywowany własną vendettą, stoi na czele groźnej Grupy Mokotowskiej, rozpracowywanej przez sekcję zabójstw w ramach śledztwa wymierzonego w gang ,,obcinaczy palców”. Wnikając w kolejne poziomy intrygi, ,,Majami” poznaje m.in. gangusa ,,Zupę” (subtelne przypomnienie numer dwa*), zamieszanego w wymuszanie haraczy od warszawskich kupców i jego dziewczynę ,,Kurę” (subtelne przypomnienie numer trzy*), byłą prostytutkę.

Film rzuca widza w nurt akcji już od pierwszych ujęć. Co rusz, ktoś kogoś napada, ktoś się gdzieś włamuje, ktoś bije ludzi po głowach. Niestety, jest to zabieg nieprzemyślany, ociekający tanim efekciarstwem. Niektóre sceny przywodzą mi na myśl nieszczęsny występ Moniki Bellucci w SPECTRE – parę kadrów wrzuconych niejako na siłę, bez powodu i bez większych konsekwencji dla fabuły. Domyślam się, że producenci chcieli tym pokazać ciemną stronę Warszawy. O ile w pierwszym Pitbullu, sztuczka ta wyszła świetnie i świeżo, o tyle w Nowych Porządkach sprawiała wrażenie mocno wymuszonej. Tak samo słabo wypadły próby spersonifikowania wszystkiego co złe w Policji, w osobie naczelnika Barszczyka.

Sama fabuła Pitbulla. Nowe Porządki na pierwszy rzut oka wygląda zachęcająco. Otwiera bowiem perspektywę na różne kręgi polskiej przestępczości. Jednakże, czar pryska, gdy widz zaczyna przechodzić przez kolejne sceny. Atrakcyjność fabuły znika pod naporem nielogiczności, niektóre zachowania postaci ciężko racjonalnie wytłumaczyć. Do tego dodać trzeba, że film przeładowany jest ,,kryminalną stylizacją”- jednak nie jest to zabieg tak udany jak w pierwszej części Pitbulla. Tam, przekleństwa, okrucieństwo i erotyzm były tak podane, że odbiorca był paradoksalnie oczarowany tym ,,innym światem”. Tutaj natomiast, widz nieustannie czuje przesyt tymi elementami, co w kontekście dwugodzinnego seansu jest męczące. Linie dialogowe straciły ,,pazura”, a scenarzyści starali się podtrzymać ducha przestępczego świata ładując w wypowiedzi postaci sporo nachalnie prezentowanych bluzgów. Niestety, w żaden sposób nie pomogło to produkcji.

Na osobny akapit zasługuje gra postaci. Pierwszy Pitbull spodobał mi się m.in. ze względu na niesamowicie trafny dobór aktorów drugoplanowych. Dobrze widoczne było to również w pierwszych sezonach serialu. Nowe Porządki postanowiły zerwać i z tą tradycją. O ile gra Krzysztofa Czeczota może się podobać, tak samo jak kunszt aktorski Andrzeja Grabowskiego, o tyle odtwórcy ról pobocznych zasługują na ostrą krytykę. Najgorzej, jak to zazwyczaj bywa, wypadły dzieci (ról dziecięcych w filmie jest nadspodziewanie wiele). Końcowy dialog młodocianego brata ,,Zupy” i ,,Gebelsa”, miast głębokich emocji wywołuje zażenowanie. Z kolei kreację Agnieszki Dygant ocenić można co najwyżej jako średnią. Nieprzekonująco zaprezentowała się również Maja Ostaszewska.

Ostatnim minusem filmu, o którym chciałbym wspomnieć, jest zrobienie fanów Pitbulla w, jak to się mówi w Janowie Podlaskim, konia. O ile brak Dorocińskiego jest do przełknięcia, gdyż wynikał (podobno) z niechęci aktora do wystąpienia w produkcji, o tyle kampania reklamowa mocno nawiązująca do poprzedniej części (zwróćcie uwagę choćby na plakaty) jest już przegięciem – promowany na afiszach Królikowski pojawia się w filmie na dosłownie klika sekund (przywodzi to na myśl zabieg z Lukiem Skywalkerem dokonany w VII części Gwiezdnych Wojen), a ksywka ,,Gebels”, pod którą pracuje Grabowski, w filmie pada bodajże raz. Naczelnik Barszczyk pozostał wredny, ale sceny z nim potraktować należy raczej jako grunt pod kolejny film. I to by było na tyle, jeśli chodzi o nawiązania do pierwszego Pitbulla.

Wychodząc z kina zastanawiałem się, czy taka, a nie inna ocena filmu wynika z jego słabości, czy też może z moich własnych zawiedzionych nadziei. Na szczęście, nie byłem na seansie sam i szybka wymiana poglądów utwierdziła mnie w przekonaniu, że Pitbull. Nowe Porządki to po prostu kiepska produkcja, wypuszczona ,,na licencji” dzieła bardzo dobrego. W filmografii Vegi stać będzie pewnie tuż obok Last Minute. Niestety, najbardziej cierpią na tym oddani fani ,,Despero” i spółki – tym polecam raczej odświeżenie sobie serialu niż wyjście do kina.

*Zupa, Kura, Babcia – sądząc po pseudonimach, ta grupa przestępcza powinna się nazywać ,,Niedzielny Obiad u Dziadków”.

Jakub Wiech

Jakub Wiech

Miłośnik literatury i kina. Uwielbia wertować półki antykwariatów w poszukiwaniu dzieł, o których nikt już nie pamięta. Skupiam się głównie na przerzucaniu mostów między różnymi dziedzinami kultury i sztuki, badam więc związki literatury i kina, kina i malarstwa, malarstwa i poezji... i tak bez końca!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *