Derby_Pomorza_2009_(Bydgoszcz)

Polskie rozgrywki (wreszcie) na poziomie!

image001 Nauczeni niedawnymi doświadczeniami z Warszawy, już z trochę mniejszym podekscytowaniem wybraliśmy się z Mateuszem, Mamą i znajomymi do Ostrowa Wielkopolskiego na żużlowy mecz Polska-Dania. Jednak różnił się on znacznie od ostatniego GP w samej swojej idei – był to mecz towarzyski, tor był przygotowany „pod najlepsze ściganie” (nie ma tu ironii) i pogoda nam dopisała. O meczu na Stadionie Narodowym przeczytacie: TUTAJ.  Wycieczka nie tylko zapowiadała się, ale i okazała się kolejnym fajnym żużlowym przeżyciem. Zaczęło się od Mazur.

Wiedzieliście, że na drodze Leszno – Ostrów Wielkopolski są Mazury? Ponoć, za Ostrowem jest nawet miejscowość Koniec Świata, ale do rzeczy. Jako kierowca uwielbiam spontaniczne wypady i odkrywanie nowych ciekawych miejscowości, więc gwarantuję – ta droga obfituje w nieoczekiwane przeżycia.

Wyjechaliśmy dość wcześnie (o 13:30), a zawody zaczynały się o 19:30. W planach mieliśmy bowiem jeszcze odwiedzenie znanej z Kuchennych Rewolucji Magdy Gessler restauracji: Golonka w Pepitkę! Polecamy bardzo krem z jasnych warzyw – jest naprawdę przepyszny!image003

Auto zostawiliśmy na parkingu i pomaszerowaliśmy na Stadion Miejski w Ostrowie Wielkopolskim. Po drodze mijaliśmy dość duży park z amfiteatrem, także jak na pierwszy rzut oka „przyjezdnych turystów” Ostrów wydał się miastem dość przyjaznym.

Ale dość już o naturze – przyjechaliśmy na żużel, więc teraz już o samych rozgrywkach: zawody rozpoczęły się od rozegrania hymnów – najpierw Danii (jak nakazuje przyzwoitość gospodarzy) i Polski (nawet dwie zwrotki), następnie wręczono Tomaszowi Gollobowi (wraz z prawdziwymi podziękowaniami, których zabrakło w Warszawie) pamiątkowe zdjęcie sprzed 20 lat w Ostrowie, kiedy zdobył pierwszy Łańcuch Herbowy. Po tym jakże uroczystym rozpoczęciu, odbyła się prezentacja drużyn na zdjęciach poniżej (na lewo Dania, a po prawej nasi).

image005image007

Nie zabrakło oczywiście czasu przed pierwszymi biegami na głupie zdjęcia:

image009

Zawody odbywały się wg drugiego zestawu startowego (dla niedoświadczonych oznacza to trochę większe zamieszanie na torze). Tor był przygotowany naprawdę świetnie – był jednolity na całej długości, nie było w nim dziur, nie usypywał się, a przy tym nie był aż tak zbity, ponieważ kiedy zawodniczy przejeżdżali, czuć było ten wyjątkowy zapach.

I co najważniejsze, tor był naprawdę dobry do ścigania. Mecz był bardzo wyrównany i obfitował w wiele mijanek już od samego początku[1]. W pierwszym biegu to goście – Duńczycy – okazali się lepsi i wygrali z Polakami 5-1, po to aby w drugim biegu było dokładnie odwrotnie! I to w jakim stylu! Pomimo że Duńczycy wystartowali lepiej, to nasz Pawlicki (wychowanek i zawodnik Unii Leszno) wyprzedził go na drugim łuku. Pedersen, znany ze swojego „buńczucznego” charakteru, dał się ponieść emocjom i spowodował wypadek, dlatego z powtórki biegu był wykluczony. Kolejny bieg to również jednobramkowe zwycięstwo Polaków – ale jakże miało być inaczej, kiedy w biegu po naszej stronie jechały gwiazdy polskiego żużla – Gollob i Hampel? Dali piękny popis jazdy parą, czyli w pełnej współpracy. Bieg 4. To także wygrana Polaków, ale już nie taka pewna, jak wcześniej. Trochę zawiódł tu „Buczek”, w którym trener polskiej kadry Marek Cieślak, pokładał dość duże nadzieje w tym roku w Drużynowym Pucharze Świata (gdzie towarzyskie zawody w Ostrowie miały być sprawdzeniem umiejętności i potwierdzeniem wyboru polskiego szkoleniowca, z racji, że głównym przeciwnikiem dla Polski w DPŚ jest właśnie Dania). Piąty bieg był kolejnym zaskoczeniem, gdyż nasz mistrz, Tomasz Gollob, przyjechał na ostatniej pozycji. W ostatecznym rzucie ten bieg zakończył się remisem. Szósty bieg okazał się znowu minimalnym zwycięstwem Polaków, po to by w siódmym Duńczycy odrobili straty wygrywając (niestety) z Polakami podwójnie. Siódmy bieg też przez chwilę dostarczył też innych emocji – taśma nie poszła równo i zaczęto obawiać się powtórki z GP w Warszawie – jednak na szczęście, było to tylko niemiłe wspomnienie i wywołało żarty na trybunach.

image013Po siódmym biegu jest regulaminowa przerwa. To czas, kiedy wszyscy spragnieni kibice idą się ustawiać w kolejkę po piwo albo nadrabiają luki w programach (albo głośno dopingują, choć to bardziej podczas zawodów ligowych, a nie towarzyskich). Przerwa to także dobry czas na obserwację i wymianę uwag, do czego gorąco zachęcał również spiker. Pierwszy raz (na wiele już meczów „w domu” i „na wyjeździe) spotkałam się też z tym, że przy zakupie napoju w plastikowej butelce (i tak byłam kierowcą), sprzedający w budce ma obowiązek odkręcenia butelki i zabrania nakrętki, więc wróciłam ze zdziwioną miną na swoje miejsce, by oddać się dywagacjom ze swoim lubym na temat różnicy między łukiem a wirażem (nie, nie ma różnicy).

image015

Wracając do aspektu sportowego, bieg 8. okazał się kolejną okazją do świętowania dla Duńczyków, jeden z naszych zawodników zanotował defekt motocykla i nie dojechał do mety. Bieg 9. i 10. to odwrócenie szali na polską stronę – w końcu! Stan meczu wynosił wtedy 34:26 dla Polaków, a więc nasi przeciwnicy mogli użyć tzw. jokera, czyli złotej rezerwy, która funkcjone jeszcze w meczach towarzyskich, kiedy jedna drużyna ma nad drugą dziesięciopunktową przewagę. W takiej sytuacji punkty zawodnika, który przed meczem został przez trenera wytypowany jako „joker” są mnożone przez dwa i za wygraną, żużlowiec zamiast 3 „oczek” przywozi 6, za drugie miejsce zamiast 2 punktów przywozi 4, a zamiast 1 punktu za trzecie miejsce otrzymuje 2 punkty. Ostatnie miejsce to wciąż 0 punktów. Duńczycy nie za bardzo skorzystali na swojej złotej rezerwie, gdyż Kildemand długo jechał jako trzeci, ale w ostatniej chwili przed metą przepuścił go kolega z drużyny – jednak zawsze mogło być lepiej. Choć nam to nie przeszkadzało, a wręcz przeciwnie. Biegi od 12 do 15 to była prawdziwa loteria: 12 i 14 remis, a 13. najpierw przegrana Polaków 1:5, a w ostatnim 15. biegu – taka sama wygrana. Ostateczny wynik biegu to 49:43 („normalnie” powinno być 49:41, ale 2+ punkty są ze względu na jokera). Zawody były sukcesem Polaków, choć bardzo „rozchwianym” możnaby rzec. Niektórzy doszukują się ustawienia meczu, jednak nam się podobało – gdyż cały czas na torze „się działo”, a to w żużlu najważniejsze! No i wynik mimo drobnych wpadek był pewną wygraną!

Po meczu odbyło się podsumowanie wyników oraz pokaz sztucznych ogni (załączam poniżej gifa). Po wszystkim wróciliśmy tą samą drogą do domu.

Podsumowując: żużel to naprawdę fajna sprawa, dla wszystkich – małych i dużych, bo naprawdę każdy znajdzie tu coś dla siebie! Są emocje, jest rywalizacja, jest partnerstwo, jest piwo i efekty specjalne – czego chcieć więcej?

11260233_966517443380384_1634545298_n

Marta Kamińska

[1] http://www.sportowefakty.pl/zuzel/wydarzenie/45242

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *