czerwony pająk taśma filmowa klisza

Recenzja filmu „Czerwony pająk”

„Czerwony pająk” jest fabularnym debiutem Marcina Koszałki, znanego dotychczas głównie z dokumentów. Reżysera, do zrobienia filmu, zainspirowały dwie krakowskie historie. Jedna, to całkowicie fikcyjna opowieść o seryjnym mordercy – Lucjanie Staniaku – znanym jako „Czerwony Pająk”. Druga, to autentyczna historia mordercy nastolatków – Karola Kota -„Wampira z Krakowa”, który pod koniec lat 60-tych uznawany był za „gwiazdę mediów”.

Wydawałoby się, że takie historie są idealne do nakręcenia dobrego lub bardzo dobrego thrillera, jednak, jak się okazuje, sama podstawa nie zawsze wystarcza.

W rolach głównych wystąpili Adam Woronowicz oraz Filip Pławiak. Akcja filmu dzieje się w roku 1967 w Krakowie. Karol Kremer (Filip Pławiak ) to młody ok. 20-to letni chłopak z dobrego domu. Na co dzień trenuje skoki do wody i w tej dziedzinie odnosi sukcesy.

Pewnego wieczoru chłopak zauważa mężczyznę w długim płaszczu i kapeluszu wychodzącego z lasu i idącego w stronę pętli autobusowej. Decyduje się pójść w miejsce, z którego wyszedł ów mężczyzna i odkrywa tam ciało chłopca. Karol, przez chwilę patrzy na zwłoki, jednak na jego twarzy nie widzi się przerażenia, a wręcz przeciwnie, dostrzec można zaciekawienie. Chłopak. nie zawiadamiając nikogo o możliwości popełnienia przestępstwa, wybiega za mężczyzną i wsiada do tego samego autobusu.

Podjęta wtedy decyzja rozpoczęła okres fascynacji przestępcą. Chłopak zbiera wycinki z gazet z ofiarami „Czerwonego Pająka”, przychodzi do lekarza wykonującego sekcje zwłok ofiar, aby dowiedzieć się w jaki sposób są one zabijane.

Film Koszałki opowiada o fenomenie zła, o tym jak może się ono rozprzestrzeniać, inspirować czy zachwycać. Miedzy Karolem a mordercą nawiązuje się silna emocjonalnie więź o charakterze uczeń – mistrz. Nie można jednak do końca wywnioskować, jakie czynniki mogły wpłynąć na zafascynowanie chłopaka z inteligenckiego domu seryjnym mordercą.

Na podstawie obserwacji relacjo rodzinnych wnioskujemy, że dom Karola jest „zimny” a rodzice wymagający. Brak w nim rozmowy. Rodzice (Małgorzata Foremniak i Marek Kalita), bez pytania o plany syna, mówią, że ma zostać lekarzem, a gdy chłopak zakochuje się i idzie na pierwszą randkę matka o nic nie pyta, życzy jedynie, by dobrze się bawił. Sceny te nie są jednak wyraziste, można jedynie domniemywać, że chłopak w mordercy szuka pewnego rodzaju oparcia, rozmówcy czy wzoru. Obrazy skaczą jeden po drugim, brak w nich ciągłości i logicznego wytłumaczenia. Widz musi często sam odpowiadać sobie na pytania, a z każdą kolejną sceną w głowie powstają nowe.

Przyznać należy, że gra aktorska jest bardzo dobra. Zarówno Woronowicz, jak i Pławiak doskonale wcielają się w swoje role. Niestety, z drugiej strony, film nie spełnia podstawowych cech gatunku thrillera – nie trzyma w napięciu. Poza sceną, w której morderca rozwala głowę ofiary młotkiem, a krew rozbryzguje się po ścianach, nie ma już więcej ani jednej, która „wbiłaby widza w fotel”.

W „Czerwonym pająku” zabrakło wyraźnego ukazania relacji między mordercą a chłopakiem. Nie wiadomo tak do końca, skąd się ona bierze, z czego wynika. W klasyku, takim jak „Milczeniu Owiec”, więź między doktorem Hanibalem Lecterem a Clarice Starlin widać bardzo wyraźnie. Obydwoje są sobą zafascynowani i szanują siebie nawzajem jako godnego przeciwnika. U Koszałki jest to rozmyte. Nie ma również wyraźnie ukazanego poszukiwania zła i chęci poskromienia go.

Film nie ekscytuje. Sceny są przeciągan,e a koniec zaskakujący, ale nie w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Marysia Badzio
NZS Uniwersytetu Warszawskiego, Prawie Kino

Prawie Kino

Prawie Kino

Cykl nieodpłatnych pokazów filmowych organizowanych przez Niezależne Zrzeszenie Studentów - największą ogólnopolską organizację studencką

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *