relacje-damsko-meskie

Po obu stronach barykady…

Dr Tomasz Olchanowski w swoich książkach daje upust kontrowersyjnym poglądom na temat relacji damsko-męskich. Stawia odważne tezy i w sposób przekonujący je udowadnia. Wyjaśnia mechanizmy determinujące postępowanie obu stron. Śmiałe założenia podpiera kulturowymi uwarunkowaniami. Za natchnienie do rozważań posłużyły w dużej mierze dwie niezwykle interesujące lektury, a mianowicie: Psychologia pychy oraz Wola i opętanie. W poniższej pracy zostanie podjęta próba umotywowania pewnych zachowań międzypłciowych. Niech zaczątkiem do dyskusji stanie się poniższy cytat:

Celem pogoni za coraz to nowymi doświadczeniami seksualnymi jest próba dojścia do pełnej satysfakcji, której nie sposób otrzymać za pomocą aktu seksualnego z jednym, stałym partnerem[1].

Zakładając, że kobieta – będąc w związku – ma jednego stałego partnera seksualnego, dochodzimy do wniosku, że czuje się spełniona. Współżyjąc z tym mężczyzną, sądzi, że jest tak, jak być powinno. Nie ma żadnych przeciwwskazań ani zażaleń co do odbywanych z nim stosunków. Jest przekonana, że to, co obecnie przeżywa, to spełnienie jej seksualnych oczekiwań. Podświadomie czuje jednak, że nie może być tego pewna na 100%, ponieważ nie ma porównania. Głęboko ukryte, nieuświadomione pragnienia są motorem napędzającym działania zmierzające do chęci poznania i porównania dotychczasowych doznań erotycznych. Jeden partner sprawia, że kobieta odczuwa monotonię w związku. Jest w stanie przewidzieć kolejny ruch, kolejny gest, kolejność działań i moment finalny. Bywa, że ta rutyna prowadzi do uświadomienia poczucia niespełnienia, jednowymiarowości życia intymnego. To odczucie dopuszcza fantazje erotyczne i możliwość współżycia z innym mężczyzną. Od momentu uświadomienia sobie tej potrzeby kobieta podąża za instynktem. Nawet gdy wydaje jej się, że dotychczasowe uniesienia sprawiały jej radość, podświadomość ciągle wypatruje kolejnego mężczyzny. Poszukiwania obiektu spełniającego wszelkie wymagania doprowadzić może do obsesji i odrzucenia obowiązujących moralnych zasad. Nie wiedząc kiedy, może zagubić się w swoich pragnieniach i traci szczęście, które miała do tej pory. Uzyskuje tylko i wyłącznie akty seksualne, które nie mają w sobie wyższych uczuć. Z każdym kolejnym partnerem, z każdym kolejnym orgazmem staje się coraz bardziej pozbawiona wrażliwości, miłości, współczucia, chęci przebywania z drugim człowiekiem dla samego bycia. Jej głównym celem jest jak najszybsze doprowadzenie do sytuacji intymnej. Nie wystarczają tylko gierki, od razu chce pójść na całość. Myśli, że jest panią sytuacji, że to ona wykorzystuje, że to jej się poddają. Czuje się wyzwolona, nowoczesna, pozbawiona barier, wolna…

Jest to takie wrażenie wolności, jakie można zaobserwować podczas wizyty Prezydenta Obamy w Polsce podczas „Dnia Wolności”. Z założenia powinien to być dzień, w którym każdy może robić, co chce, i wyrażać swoje poglądy bez poniesienia jakichkolwiek konsekwencji. A jaka to wolność, gdy znaną osobę oddziela się murem barykad od tłumu, a na dachach czyhają snajperzy? Każdy nawet najmniejszy ruch jest pod ścisłą obserwacją. Tak samo obserwowana jest kobieta przez otaczające ją społeczeństwo. Jej podświadomość mówi „to ty się nim bawisz”, w oczach ludzi jest uważana za „łatwą, puszczalską dziwkę”. Ilość przeżytych orgazmów jest odwrotnie proporcjonalna do uczucia zaspokojenia. Po pewnym czasie czuje się coraz bardziej pusta, choć paradoksalnie jest pojemnikiem na spermę. Traci swoją godność i poczucie wartości. Wie, że swoim zachowaniem przyczynia się do zmiany mentalnej mężczyzn. Przekształca się punkt widzenia historii.

Średniowieczny wzór rycerza był uosobieniem wszelkich cnót i wyższych wartości. To mężczyzna zabiegał i starał się ze wszystkich sił oraz dostępnymi środkami zdobyć kobietę. W tamtych czasach damy serca były niezwykle powściągliwe, zachowawcze i szanowały swoje ciało. Z biegiem lat pod wpływem zgubnych trendów z zachodnich cywilizacji europejskich nastąpił zwrot o 180 stopni. Po pierwsze kobiety zaczęły przejmować inicjatywę, w momencie gdy subtelne zachowanie nie daje rezultatów, swoje ciało traktują jako kartę przetargową w rozgrywce z mężczyznami. Kobiety znacząco złagodziły obyczaje. Mężczyzna w tej uprzywilejowanej sytuacji wie, że jeśli nie wyjdzie mu z jedną, pójdzie do następnej. Po drugie samiec poczuł się panem sytuacji, nie musi robić nic, nie ma potrzeby wykazywania romantycznych przejawów. Wie, że prędzej czy później to kobieta do niego przyjdzie, nie będzie się nawet musiał ruszyć z domu. Może to doprowadzić do zaburzeń męskości. Panowie zatrzymują się na pewnym etapie rozwoju, który możemy określić mianem „dużego dziecka”. Coraz częściej to kobieta staje się głową rodziny, osiąga sukces zawodowy, jest żywicielką. To ona podejmuje najważniejsze decyzje co do funkcjonowania domowego płci od stworzenia. Jego rola społeczna sprowadza się jedynie do reprodukcji przedłużenia gatunku i uważa, że należą mu się z tego tytułu jakieś profity.

Dzielność etyczna (cnota) zanika, jeżeli zmierza od środka na przeciwległe krańce. (…) Zarówno nadmierna asceza, jak też nadmierna rozwiązłość grożą człowiekowi podobnymi konsekwencjami, utratą wrażliwości w stosunku do świata i innych ludzi[2].

Biorąc za wzór postępowania myśl arystotelesowską, musimy w swoich decyzjach kierować się zasadą złotego środka. Nie można popadać ze skrajności w skrajność. Należy znaleźć umiar w relacjach damsko-męskich. Powstrzymywanie się od aktów seksualnych, wmawianie sobie „czekam na tego jedynego” i nadmierna powściągliwość doprowadza do fobii. Podświadomie stawia się mur uniemożliwiający porozumienie na płaszczyźnie nie tylko fizycznej, ale i mentalnej. Takie zachowanie prowadzi do egocentryzmu, człowiek żyje w przekonaniu, że jest samowystarczalny, a drugą płeć traktuje jako gorszy gatunek. Jeśli pójdzie w drugą stronę, efekt końcowy jest taki sam. Burzy mur fizyczny, jednocześnie wzmacniając psychiczny. Dopuszcza do siebie wiele osób, ale traktuje jak zabawki służące własnemu zaspokojeniu. Ciężko stwierdzić, który wariant jest bardziej zgubny w długofalowych relacjach. Zamykanie się na innych prowadzi do zaniku kontaktów, a rozwiązłość nie buduje ich wcale.

(…) im więcej partnerów seksualnych tym większe mniemanie o własnej mocy co w najlepszym wypadku doprowadza do erotomanii (…) z drugiej strony wyrzeczenie się przyjemności czerpanych z zaspokajania popędów, pożądanie czystości, deprecjonowanie własności nieraz jedynie pogarsza sprawę[3].

Mężczyzna w momencie zdobywania kolejnej partnerki seksualnej w oczach przedstawicieli rodzimej płci jest uważany za zwycięzcę. Swoją męskość i wartość mierzy przez pryzmat zdobytych kobiet. Płeć żeńska, podążając tym tropem, jest potępiana przez społeczeństwo. Zostaje im przypięte miano ladacznic. Paradoksalnie żadna ze stron nie toleruje tego typu zachowań u strony przeciwnej. Mężczyzna ma o tyle lepszą sytuację, że przynajmniej w swoim gronie jest postrzegany pozytywnie. U kobiet sytuacja ma się inaczej, w tej kwestii nie ma pomiędzy nimi solidarności. Nie są w stanie zaakceptować takiego zachowania jednej z nich. Oba sposoby myślenia są umotywowany utartym schematem kulturowym. Każdy, kto dopuści się zachowania sprzecznego z przyjętym kodem, zostaje automatycznie wrzucony do jednego worka i wyrzucony poza ogół społeczności. Całkowite wyzbycie się zachowań seksualnych może doprowadzić do poważnych zaburzeń psychicznych, co udowodniono naukowo. Człowiek nie jest w stanie normalnie funkcjonować, ponieważ całą swoją uwagę i energię poświęca na blokowanie naturalnych odruchów. Nie możemy odcinać się od tego, co jest częścią naszej egzystencji. Czystość sama w sobie nie jest negatywna, jednak w momencie, gdy za wszelką cenę chcemy się jej trzymać, postępujemy wbrew sobie. Każdy człowiek jest jednostką indywidualną i ma swoje osobiste parametry potrzeb. Chodzi o to, aby zawsze pamiętać, że to nasze pragnienia są najważniejsze.

U mężczyzn ciągłe pragnienie zdobywania coraz to nowszych partnerek łączy się zazwyczaj z narcyzmem oraz poczuciem niższości, któremu się zaprzecza, poszukując potwierdzenia własnej męskości[4].

Większość mężczyzn, wstając rano z łóżka, powtarza sobie „jestem najlepszy, wszystkie mnie pragną”. Nawet jeśli nie ma w tym krzty prawdy, on cały dzień chce udowodnić swoją tezę światu. Uważa się za samca alfa i myśli, że uśmiechem powali wszystkie kobiety. Sili się na głupie żarty, sądząc, że to podnosi jego atrakcyjność. Rzeczywistość jednak płata mu figla, bo takie zachowanie jest żenujące. Kobiety śmieją się z niego, a on myśli, że podryw się udał. Mężczyzna zazwyczaj nie myśli głową, lecz główką swojego penisa. Każdy nieudany podbój, nieudany stosunek, rekompensuje sobie drogimi gadżetami. Uważa, że wszystkie kobiety są na tyle naiwne, że polecą na jego tanie chwyty. Jest przekonany, że drogie prezenty otworzą mu drzwi do ich sypialni. Niestety, w wielu przypadkach udaje się osiągnąć zamierzony cel. Współczesne kobiety coraz częściej szukają form relacji opartych na sponsoringu. Jest to czysty układ, z którego obie strony czerpią korzyści. Jak wiadomo, triada zależności seksu-pieniędzy-władzy jest ze sobą ściśle skorelowana.

Klasyk polskiej muzyki, Grzegorz Markowski, w swojej najnowszej piosence słusznie zauważa, że: „wszystko ma swój czas i przychodzi kres na kres”. W życiu każdego człowieka, nieważne, czy kobiety czy mężczyzny przyjdzie chwila, gdy uświadomi sobie, że seks to nie wszystko. Na pierwszy plan wysunie się potrzeba bliskości i czułości. Kobieta poczuje instynkt macierzyński, będzie chciała być w zdrowym związku opartym na zaufaniu i miłości. Całym sercem zapragnie być wyjątkowa, a nie jak każda inna. Mężczyzna u jej boku powinien ją wspierać w decyzjach, które podejmuje, być przy niej w gorszych i lepszych chwilach, pomagać jej na tyle, na ile jest w stanie.

Pomimo mody XXI wieku dalej żyją niepoprawne romantyczki, które każdego dnia budzą się z myślą i nadzieją na spotkanie wielkiej miłości. Wychowane na bajkach Walta Disneya mają spaczony pogląd na idealnego mężczyznę. Ich wrodzona naiwność podświadomie, intuicyjnie każe im czekać na księcia z bajki. Niestety, życie nie jest usłane różami, a wymarzony facet nie istnieje. Wyrwanie się z tego amoku sprawia, że wchodzą w związki z mężczyznami, którzy mają chociaż jedną cechę ich ideału. Miłość w tych swego rodzaju przymusowych związkach nie jest tą, której oczekuje płeć piękna. Kobiety, decydując się na związek, bardzo często przyjmuje warunki postawione przez partnera. O ile na początku polega to na ustalaniu zasad i kompromisach, po pewnym czasie to mężczyzna zaczyna dominować. Kobieta staje się uległa i poddaje się jego „rozkazom”. Każdy związek ma swoją miłość, opartą na prawdziwym uczuciu lub na przyzwyczajeniu i niemożności zerwania tej relacji.

Spójrzmy na to w ten sposób, analizując jeden z typów miłości, mianowicie opiekuńczy. Dwoje ludzi spotyka się przypadkowo w szkole, interesują się sobą, zaczynają się poznawać i po pewnym czasie spotykać. Widują się codziennie, dużo rozmawiają, wychodzą gdzieś, czas spędzają z przyjaciółmi. Mają ze sobą wiele wspólnego, ale też sporo ich różni. Nie stanowi to problemu, ponieważ o wszystkim rozmawiają i potrafią dojść do kompromisów. Przy końcu szkoły średniej decydują się na wspólne mieszkanie. To jeszcze bardziej zbliża ich do siebie i budują się między nimi silniejsze niż do tej pory relacje. Wspierają się nawzajem w ciężkim chwilach. Radości, smutki, wzloty i upadki – wszystko przeżywają wspólnie. Razem chcą budować przyszłość. Wydawałoby się, że jest to związek idealny, taki, jakiego pragną kobiety. Życie to nie bajka, zawsze musi pojawić się moment, gdy trzeba podjąć decyzję, które mogą zaważyć na dalszych losach. Przychodzą najdłuższe wakacje życia, czas w którym jadą do swoich rodzinnych domów. Studia to kolejny krok w ich związku, który muszą podjąć. Kobieta decyduje się na niego, ale mężczyzna stwierdza, że pójdzie do pracy. Znowu kompromis, czyli wszystko na swoim miejscu. Do czasu wypadku, który uniemożliwia dalszą pracę zarobkową chłopaka. Kontuzja jest na tyle poważna, że przechodzi szereg operacji i rehabilitacji. Przez długi czas chodzi na kulach. Spotkania stają się sporadyczne, a szansa na nie jest w momencie, gdy dziewczyna ma czas, aby przejechać kilkadziesiąt kilometrów. Opiekuje się nim, pomaga mu, jest przy nim w najtrudniejszym momencie życia. Wspiera go, wie, ile dla tak młodego chłopaka znaczy to, co się dzieje.

Sytuacja wydaje się klarowna w momencie, gdy partnerka nie ma określonego celu, do którego dąży. Jest u boku mężczyzny, który ją kocha i którego ona darzy uczuciem. Wspierają się i pomimo choroby są ze sobą. Starają się spędzać ze sobą każdą możliwą chwilę. Przychodzi moment, gdy kobieta odstawia na bok swoje cele i plany, odrzuca marzenia. Staje się współcierpiącą w chorobie. Kocha go i zrobi dla niego wszystko. Nie dostrzega, że już dawno przestali ze sobą rozmawiać, że nie ma już tego błysku w oku. Nie widzi, jak ciężko jest im dojść do porozumienia. Trwa przy nim w chorobie, bo nie wyobraża sobie, że mogłaby go teraz opuścić. Jej podświadomość przestaje walczyć z sytuacją. To doprowadza ją do destrukcji. Miłość staje się czynnikiem, który ją wykańcza, wyniszcza od środka. Czy takiej miłości pragną kobiety? Nie, nie takiej. Wychowane na bajkach, romansach i opowieściach rodziców marzą o czymś, co nigdy nie nadejdzie. Związują się z mężczyzną i nawet w momencie, gdy sytuacja jest beznadziejna, trwają przy nim bo myślą, że nie znajdzie się nikt inny, kto będzie w stanie dać im szczęście. Nie byłoby to jeszcze takie straszne gdyby nie fakt, że brak porozumienia doprowadza do rozglądania się na boki. W pewnym momencie mężczyzna stwierdza, że nic już nie może jej dać i daje jej „wolność”, która przyczynia się do zguby. Nie tylko jej, ale także jego. Cierpienie i ciągłe zastanawianie się – dlaczego – popycha kobietę w ramiona innego mężczyzny tylko po to, by poczuć się przez chwilę ważną. Słabość kobiet porzuconych pozwala niewyżytym samcom dać upust fantazji. Kobieta przez chwilę czuje się dobrze, mężczyzna jest zadowolony zdobyciem kolejnego trofeum. On zapomina od razu, ona bije się z myślami: co będzie dalej? Co ja zrobiłam?

Przedstawicielka płci pięknej musi być silna psychicznie, aby powracać do równowagi po kolejnych rozczarowaniach. Nie jest łatwo otworzyć się z ufnością dziecka na drugiego człowieka. Każde bolesne doświadczenie zostawia w sercu zadrę, która stwarza coraz większy dystans w relacjach międzyludzkich. Podświadomie boimy się po raz kolejny przechodzić przez piekło zgotowane przez osobę, którą uważaliśmy za najbliższą, która zamiast strzec nas przed złem – sama jest jego przyczynkiem.

Podsumowując, można przytoczyć humoreskę, w której mężczyzna pyta Boga, dlaczego stworzył On kobietę tak naiwną. Bóg natomiast odpowiada, że po to, aby była ona w stanie żyć z mężczyzną na jednej planecie oraz po to, aby gatunek ludzki mógł przetrwać… Tak więc od początku wszelkie różnice zostały zaplanowane, aby stworzyły całość, pełnię istnienia. Jedna płeć ma uzupełniać drugą, a życie dawać… życie.

[1] Tomasz Olchanowski, Wola i opętanie, tu: Archetypowe i instynktowne źródła opętania, s 166.
[2] Tomasz Olchanowski,Psychologia pychy tu:Patologia i transcendencja, s. 23.
[3] Tomasz Olchanowski, Psychologia pychy tu: Patologia i transcendencja, s. 27.
[4] Tomasz Olchanowski, Wola i opętanie, s. 166

Julita Zbiegień

Julita Zbiegień

Studentka V roku filologii polskiej. Od lat zakochana w poezji i muzyce. Dźwięki gitary są dla mnie prawdziwym ukojeniem. W wolnym czasie podróżuję, dużo czytam, jak na prawdziwego humanistę przystało, a także oglądam filmy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *