film

San Marcos – recenzja filmu „Królowie nieistniejącego miasta”

Rosły Meksykanin o nieobecnym wzroku wolno przemieszcza się, wiosłując łódką, pośród szerokich ulic, które toną w wodzie. Echo przelewającej się wody delikatnie rozchodzi się w powietrzu, poza tym – panuje głucha cisza. Na horyzoncie widać jedynie zrujnowaną zabudowę dawnego miasta. Czyżby nikogo już tutaj nie było…?

W 2006 r. na rzece Presidio, w północno-zachodnim Meksyku, powstała zapora wodna Pichos, co okazało się tragiczne w skutkach dla mieszkańców okolicznych miast i wiosek – ich domy zostały zalane. Podobny los spotkał także kolonialne miasto San Marcos. Jednak ludność tego, dotkniętego przez katastrofę, miasteczka zdecydowała się pozostać na swojej ziemi. Trzy meksykańskie rodziny bohatersko walczą nie tylko z żywiołem, który cyklicznie niszczy ich dobytek, lecz stawiają niemy opór pojawiającym się w mieście uzbrojonym grupom, niczym antyczny Syzyf.

Betzabe Garcia, reżyserka filmu, w wieku 19 lat przerwała studia filmowe, aby wyjechać do San Marcos i nakręcić film o tych, którzy pomimo przeciwności żyją dalej w tym mieście i nie zamierzają zmienić decyzji by osiedlić się w innym miejscu. Spędziła tam 4 lata, stając się członkiem ich społeczności i obserwując zachowanie. Dostrzegła kilka charakterystycznych dla nich postaw.

W „Królach nieistniejącego miasta” poznajemy Pani, który wraz ze swoją żoną Paulą reprezentują postawę idealistyczną. W wiosce, oddalonej od San Marcos o 15 minut, prowadzą budkę z tortillami. Produkcja ciasta wypełnia im godziny od wczesnego ranka do późnego wieczora, a mimo to zawsze i tak znajdą chwilę na ratowanie miasta przed całkowitym zrujnowaniem. Yoya i Jaimito – realistów, którzy cały czas żyją w strachu. Sami przyznają, że tutaj mają wszystko, czego potrzebują. Nie chcą przystać na propozycję córki mieszkającej poza miastem, aby dołączyć do niej i rozpocząć nowy etap życia. Najbardziej pesymistyczną, reprezentuje Miro, który wraz ze swoimi rodzicami marzy o tym, aby opuścić miasto, a tak naprawdę nie wie, jak tego dokonać.

Film bazuje na zachwycających wizualnie, poetyckich obrazach zalanego miasta. Sama reżyserka przyznaje, że chciała w nim zawrzeć efekty realizmu magicznego, który możemy zauważyć w niemalże każdym kadrze filmu. Zrujnowane miasto, którego ulice po brzegi wypełnione są wodą, delikatne światło latarni, które oświetla drogę poprzez mgłę oraz kościół – jedyny zadbany budynek w okolicy, który świadczy o głębokiej wierze ludzi tutaj mieszkających – tak wygląda San Marcos. Inspiracją do tych ujęć była twórczość meksykańskiego powieściopisarza, nowelisty i fotografa – Juana Rulfo.

Tłem obrazu filmowego są odgłosy zrujnowanego miasta – dźwięk przelewającej się wody, szelest drzew oraz pracująca przez prawie cały dzień maszyna do produkcji tortilli Pani i Paula. Intrygujące i zaskakujące było pojawienie się w kilku ujęciach młodych chłopców, którzy grali, na dość zniszczonych instrumentach, żwawą muzykę. Dzięki zastosowaniu takiej ścieżki dźwiękowej, film zyskał na autentyczności, a widz bardziej mógł poczuć liryczno – tajemniczy klimat.

„Królowie nieistniejącego miasta” to z pewnością film, który bardziej stawia pytania, niż na nie odpowiada. Cała historia opowiedziana jest w intymnej, wręcz kameralnej atmosferze. Malarskie ujęcia zalanego miasta, zwierzenia mieszkańców, opowiadane jakby twarzą w twarz, sprawiają, że dzieło pozostaje na długo w pamięci. Ma się nawet ochotę obejrzeć go jeszcze raz, aby odkryć kolejne poetyczne niuanse i zaszyć się w tym tajemniczym klimacie „nieistniejącego miasta”.

Aleksandra Baka
Prawie Kino NZS UW

Prawie Kino

Prawie Kino

Cykl nieodpłatnych pokazów filmowych organizowanych przez Niezależne Zrzeszenie Studentów - największą ogólnopolską organizację studencką

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *