Szwecja - obrazek

Szwecja okiem polskiego studenta

„To było dziwne. Nawet nie pytali czy mogę tam studiować. A takiej ilości ryb nie jestem w stanie jeść. Właściwie, żadnych większych problemów nie napotkałem” – Piotr Waszkiewicz. Były członek NZS UWr, nadal aktywnie działający.

W ramach programu Erasmus spędziłeś semestr na Linkoping Universitet w Szwecji. Na którym roku studiów byłeś?

Pojechałem tam po piątym roku.

Jakie były Twoje pierwsze wrażenia po przyjeździe do miasta?

Pierwsze co zobaczyłem to dziwny dworzec autobusowy, to było moje pierwsze wrażenie.

Dlaczego dziwny?

Mały. W ogóle to miasto było małe. Pojechałem autobusem, chociaż nie za bardzo wiedziałem gdzie miałem jechać. Ponadto uczucie które ciągle mi towarzyszyło, to ciężkie walizki. Na uniwersytecie pani zajmująca się współpracą międzynarodową okazała się być bardzo miła. Ponadto nikt nie sprawdzał moich dokumentów przy zakwaterowaniu do akademika, podpisałem jedynie jeden papierek i dostałem klucze do pokoju. Nikt nie sprawdzał mojego paszportu, nawet nie pytali czy mogę tam studiować.

Czy to „zaufanie” odróżnia Polskę od Szwecji?

Tak, bardzo ufają ludziom oraz wszyscy znają język angielski. Zauważyłem to, kiedy pani w recepcji rozmawiając ze mną, zamówiła mi taksówkę. Taksówkarka nie miała problemu z językiem angielskim i dowiozła mnie na miejsce. Jedyny minus to cena za przejazd, który kosztował mnie bodajże sto złotych.

Co jeszcze zaskoczyło Cię po przyjeździe na miejsce?

To, że całe życie mieszkałem na parterze na lewo od klatki schodowej, a pokój w akademiku też dostałem na parterze na lewo od klatki schodowej. To było dziwne.

Czy pobyt w Szwecji jest opłacalny dla zwykłego polskiego studenta?

Nie. Jest to możliwe jedynie jeśli ktoś bardzo oszczędza i pracuje. Ja wydawałem dwa razy tyle, ile dawała mi uczelnia.

Jak na zagranicznych studentów reagują tamtejsi studenci?

Miło (jak na Szwedów). Generalnie Szwedzi są dość zamkniętym narodem, przynajmniej do momentu kiedy nie poznają się lepiej. Potrafią ze sobą siedzieć przy stoliku i się nie odzywać, więc jak zaczynali z tobą rozmawiać, to było pozytywne. Nawet jeżeli powiedzieli trzy zdania, to było to więcej, niż do swoich współlokatorów.

Czy zaaklimatyzowanie się tam było trudne?

Nie, należy się jedynie przyzwyczaić do tego trybu życia i znaleźć grupę studentów z innych krajów. Zresztą ze mną mieszkał pół Szwed, pół Irlandczyk, który ze względu na swoja towarzyskość, bardziej zaliczał się do Irlandczyków.

Jak się ma system szkolnictwa wyższego w Szwecji do polskiego? Jest na podobnym poziomie, wyższym, niższym?

Zdecydowanie jest wyższy i z moich osobistych doświadczeń jest wyższy i zdecydowanie inny.

W jakim sensie inny?

Podstawowy rozkład zajęć. Są tak na prawdę cztery semestry i podczas jednego semestru ma się od dwóch do trzech przedmiotów praktycznie codziennie. Na niektórych wydziałach był to właściwie jeden przedmiot przez sześć tygodni non stop. Dodatkowo, nie ma czegoś takiego jak tygodniowy rozkład zajęć. Czasami zajęcia są w piątek o 15.00, a czasami w środę o 14.00. Nie ma reguły co do tego, ale nigdy na siebie nie nachodzą.

Jakie formy rozrywki dla studenta istnieją w takim małym Szwedzkim mieście?

Samorząd studencki prowadził jeden klub i trzy knajpy. Były codziennie otwarte, jedynie dla studentów. Trzeba było pokazać legitymację przy wejściu, a wprowadzić można było jedną osobę, która nie jest studentem tej uczelni. Do tego stołówkę przerabiano na klub dwa razy w tygodniu, a pić piwo można było w dwa inne dni. Całkowita ilość klubów w mieście to dziesięć, do dwudziestu. A dla mniej imprezowych ludzi istniał dyskusyjny klub filmowy, spotkania kół naukowych i jeszcze dziesięć innych rzeczy. Zapraszał do siebie kościół, stowarzyszenie walki z HIV oraz klub anarchistów na jednej tablicy. Dla każdego coś dobrego, można sobie wybrać.

Czy istnieją tam organizacje, odpowiedniki Niezależnego Zrzeszenia Studentów, na skalę ogólnokrajową?

Pytałem o tego typu organizacje, ale nie istnieją tam takie. Działa tam głównie samorząd studencki, a zrzeszenia dotyczą raczej kół naukowych.

Czy akceptowane są tam również zniżki studenckie?

Tak, w autobusach, kolei i w niektórych restauracjach. Nie jest to tak bardzo popularne i nie jest to 51% tak jak w Polsce.

Jak oceniasz Szwedzką tradycyjną kuchnię w porównaniu do Polskiej?

Nie byłem jej fanem. Można powiedzieć, że Szwedzi też raczej nie, przynajmniej młodsze pokolenie. Kuleczki mięsne były jadalne, kanapka przypominała tort z majonezu – nie była dobra. A takiej ilości ryb nie jestem w stanie jeść, a o wpół sfermentowanych śledziach słyszałem, ale nawet nie odważyłem się powąchać. Renifer był bardzo dobry, pizza z reniferem bardzo przyjemna. Jak również tradycyjne szwedzkie burgery z łosia. Mieli bardzo smaczne burgery, to było zdecydowanie dobre. Dużo też gotowałem to, co mi smakowało.

Czy napotkałeś jakieś problemy w trakcie Erasmusa?

Właściwie żadnych większych problemów nie napotkałem. Nic, co byłoby jakimkolwiek problemem ze strony któreś z uczelni. Organizacyjnie wszystko było dopięte, a jeśli coś było niejasne zawsze można było dopytać.

Gdybyś jeszcze raz miał dokonać decyzji odnośnie wyjazdu do Szwecji, byłaby ona taka sama?

Nie. Zamiast na pół roku, pojechałbym na rok.

Jak określisz Szwecję w trzech słowach?

To trudne… Zdecydowanie ładny, uporządkowany i raczej chłodny kraj.

Katarzyna Grittner

Katarzyna Grittner

Studentka dziennikarstwa. Uwielbiam muzykę, pisanie, wszelkie kreatywne inicjatywy. Idealne miejsce, to drewniany domek w górach, w sąsiedztwie błękitnego jeziora. Jestem gotowa na każde wyzwanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *