football-461340_1920

Wielki sportowiec i student – w jednej osobie

Aby zostać wielkim sportowcem, trzeba zacząć ćwiczyć już w wieku kilku lat, stopniowo zwiększając intensywność swoich treningów. Wiąże się to też z wyrzeczeniami, częstymi podróżami i brakiem czasu. Z tego powodu wielu atletów kończy swoją edukację po zdaniu matury lub jeszcze wcześniej. Ale są także tacy, którzy postanawiają zostać magistrem czy nawet doktorem. I jako osobom niezwykle skutecznym udaje im się to osiągnąć. Oto całkowicie subiektywne zestawienie wybitnych sportowców posiadających dyplom szkoły wyższej.

Zacznijmy od Polaków. Dużo wskazuje na to, że wciąż panuje stereotyp piłkarza, który nie potrafi dobrze skleić zdania a głowy używa jedynie do strzelania bramek. Tymczasem szwedzcy naukowcy zrobili badania i stwierdzili, że praktycy tej dyscypliny należą do jednej z najbardziej inteligentnych grup społecznych na świecie – ta konkurencja wymaga m.in. myślenia strategicznego i szybkich reakcji – argumentują autorzy raportu. Z pewnością potwierdzi to Zbigniew Boniek. Jest absolwentem stołecznego AWF-u. Powiedział on kiedyś, że zapewnienie wykształcenia było dla niego bardzo ważne, bo nie wiedział jak potoczy się jego kariera po wyjeździe z kraju. Oczywiście, jak każdy polski kopacz, chciał wyjechać „na zachód” i udało mu się to. Co ciekawe, gdy przebywał w Warszawie z powodów edukacyjnych, zdarzało mu się trenować razem z tamtejszą Legią. Był on jednak wtedy graczem Widzewa Łodzi a obie wspomniane drużyny, delikatnie rzecz ujmując, nie pałają do siebie miłością. Inny piłkarz znad Wisły, który może pochwalić się ukończeniem studiów, to Jacek Gmoch – obecnie bardziej znany jako były trener oraz uczestnik programów telewizyjnych w charakterze eksperta – lecz był on także zawodowym futbolistą i bywalcem różnych uczelni – jedną z nich opuścił z tytułem magistra inżyniera.

Dyplom uczelni ma też mistrzyni świata w kolarstwie górskim – Maja Włoszczowska. Jest ona absolwentką wydziału Matematyki Finansowej i Ubezpieczeniowej na Politechnice Wrocławskiej. Z kolei, do naszej królowej zimy, Justyny Kowalczyk, można mówić „Pani doktor”. Jej Opus vitae dotyczyło treningu biegaczek narciarskich i znalazł się w nim również przykład samej autorki. Inny przedstawiciel sportów zimowych, o którym trzeba wspomnieć, to Kamil Stoch – w 2012 roku ukończył krakowski AWF i jest magistrem Wychowania Fizycznego. Pomimo że nikt nigdy nie kwestionował jego talentu, to wielkie sukcesy zaczął w końcu odnosić dopiero po skończeniu studiów. Najprawdopodobniej pożegnanie się z egzaminami wpłynęło pozytywnie na jego karierę. Dobrym wykształceniem może również pochwalić się najlepszy strongman w historii, Mariusz Pudzianowski. Pięciokrotny mistrz świata siłaczy został absolwentem Społecznej Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Zarządzania i myśli o tytule doktora. Swoją obronioną pracę postawił obok innych, swoich trofeów.

Teraz pora na zawodników zagranicznych. Warto wskazać Giorgio Chielliniego, włoskiego piłkarza, jednego z najlepszych obecnie obrońców na świecie – ukończył Uniwersytet Turyński i został magistrem Zarządzania. Jak sam przyznał w pewnym wywiadzie, nauka sprawia mu przyjemność i odstresowuje go. Jeśli znów jesteśmy przy futbolu, to nie można tutaj pominąć Sokratesa, brazylijskiej legendy i kapitana swojej reprezentacji – pomimo tego, że z wykształcenia był doktorem nauk medycznych. Swój wyuczony zawód zaczął wykonywać po zakończeniu kariery sportowej. Niestety był też alkoholikiem i nie stronił od papierosów. Lekarzem chciał zostać również Pau Gasol, który zalicza się do grona najwyśmienitszych koszykarzy na świecie. Zdał on pierwszy rok studiów, ale nie zdołał pogodzić wszystkich zajęć i opuścił uczelnię.

Z pewnością większość osób zna braci Kliczko, wspaniałych bokserów. Obaj są właścicielami tytułu doktorskiego i ukończyli po dwa kierunki. Dodatkowo udzielają się politycznie, biznesowo czy charytatywnie, znają kilka języków. Gdyby zaczęli karierę w stosunkowo nowej dyscyplinie sportu jaką jest sachobox (połączenie szachów i boksu) zapewne też zostaliby w niej mistrzami.

Jeśli więc komuś przyjdzie kiedyś do głowy, aby nazwać jakiegoś sportowca głupkiem, niech lepiej zastanowi się nad tym kilka razy. Owszem, zdarzają się momenty, w których ktoś przyznaje, że jeśli nie zostałby piłkarzem czy lekkoatletą, to najprawdopodobniej musiałby pójść ścieżką bezprawia. Jednak w równie wielu przypadkach mamy raczej do czynienia z sytuacją, gdzie dana osoba ma do wyboru wiele dróg i z żadnej nie chce zrezygnować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *