Zrzut ekranu 2015-08-07 (godz. 11.18.40)

Wywiad z kapelanem NZS – ks. Józefem Majem

W tym roku Niezależne Zrzeszenie Studentów obchodzi niezwykły jubileusz. Największa organizacja studencka kończy właśnie 35 lat.

W urodzinowym wywiadzie, o początkach NZS opowie ks. Józef Maj, sam obchodzący swój jubileusz 9 sierpnia.

Z kapelanem organizacji rozmawia Tomasz Leś.

Tomasz Leś: Co księdza ukształtowało na lata ciężkiej pracy, także ze studentami?

Ks. Józef Maj: Przede wszystkim tradycje rodzinne. Byli w niej nauczyciele, nauczycielki, osoby zajmujące się życiem publicznym, dlatego właśnie wrażliwość na życie publiczne była naturalną częścią mojego funkcjonowania w rodzinie. Podczas wizyt różnych gości, to sprawy publiczne były przedmiotem rozmów. Moja mama była zwolenniczką Józefa Piłsudskiego, a tata Romana Dmowskiego, wiec mam na imię Józef Roman – oni byli czcicielami świętego Józefa i świętego Romana – jak już nie mieli o co się pokłócić, to kłócili się o sprawy Dmowskiego i Piłsudskiego. Dorastałem w takiej atmosferze, w takiej rodzinie.

T.L.: Na tej drodze spotkał ksiądz ks. Józefa Popiełuszkę, przy czym ksiądz został kapelanem NZS, a ksiądz Popiełuszko – warszawskiej Solidarności. Proszę o tym opowiedzieć.

J.M.: W roku 1977, 10 lat po zakończeniu soboru watykańskiego drugiego, odbyło się posiedzenie komisji soborowych, na które zaproszona tzw. audytorów świeckich. Był na tym spotkaniu profesor Stefan Świeżawski. Podczas posiedzenia, zaszczepiono w nim myśl o pracy z laikatem, która dotąd nie była praktykowana w Polsce. Po powrocie, w rozmowie z kardynałem Wyszyńskim, profesor Świeżawski uznał, że sytuacja nabrała takiej dynamiki, że trzeba poważnie rozważyć ten pomysł. Oczywiście konspiracyjnie, wówczas nie było mowy o oficjalnej pracy społecznej z ludźmi. Mogliśmy pracować w kruchcie, w kościele, w zakrystii, w salce katechetycznej. Przyszedł rok 1978 i wybór Karola Wojtyły na papieża. Cały rok stracony…

T.L.: W jakim sensie stracony?

J.M.: W tym sensie, że nie było na nic innego czasu, tylko trzeba było się zajmować tym wydarzeniem. Przyszedł rok 1979 z pierwszą pielgrzymką Jana Pawła II do Polski i jesienią tego samego roku wezwał nas ksiądz kardynał Wyszyński. Jurka przeznaczył do struktur robotniczych Solidarności, a mnie do wszystkiego innego i tak już zostało. Zresztą byłem blisko różnych struktur konspiracyjnych, antykomunistycznych – również młodzieżowych, więc kiedy powstawał NZS to właśnie z tych struktur się wyłaniał.

T.L.: Zatem, jak wyglądał „NZS” przed NZS-em? Czy odbywały się spotkania inicjowane przez księdza?

J.M.: Tak – wybudowaliśmy Ratułów, tam były spotkania – wciąż mam jeszcze zdjęcia, również z NZS. I właśnie z tych struktur konspiracyjnych, antysystemowych i antykomunistycznych wyłoniło się Niezależne Zrzeszenie Studentów.

T.L.: Pozwolę sobie teraz przeskoczyć w czasie – zaintrygował mnie moment, w którym członkowie NZS dowiedzieli się o stanie wojennym.

J.M.: To był niezwykle trudny dla mnie okres pracy z młodzieżą i z NZS, ponieważ młodzież była buntowana przez ludzi z Komitetu Obrony Robotników. Czułem coś niedobrego w związku z przeciągającymi się strajkami.

T.L.: KOR-owcy buntowali w kierunku większej agresji?

J.M.: Buntowali w tym celu, żeby zaognić sytuację, przedłużyć strajk.

T.L.: To dosyć ciekawe, biorąc pod uwagę późniejszą sytuację…

J.M.: Niektórzy mieli do mnie żal, ale zrobiliśmy z Jurkiem wszystko, aby strajk w Szkole Przeciwpożarowej zakończyć. I skończył się 8 czy 9 grudnia, tuż przed stanem wojennym. To było przeciągane w nieskończoność. Również na Akademii Medycznej czy Akademii Sztuk Pięknych była bardzo trudna sytuacja, a ja czułem, że oni powinni zaprzestać strajkowania. I dziękować Bogu, że się udało. Zaraz po zakończeniu strajków, ktoś na Wydziale Historii Uniwersytetu Warszawskiego rzucił pomysł, żeby 12 grudnia pojechać do Częstochowy. Gwałtem podchwyciłem tę myśl i rzeczywiście wyjazd się udał. Ta młodzież, która była na Jasnej Górze, została osłonięta, przesiedzieli noc aresztowań, to był dar Boskiej opatrzności dla wielu ludzi. Tam się wtedy wybrało tysiąc młodych ludzi, ale sam nie mogłem jechać. Był taki człowiek, który pozornie przychodził do mnie do spowiedzi, klękał przy moim konfesjonale i informował o różnych sprawach. To on powiedział mi, żebym za nic w świecie nie ruszał się z miasta.

T.L.: Dlaczego?

J.M.: Bo to był człowiek ze służb. I dzięki Bogu, że zostałem. Rano przyjmowałem delegacje, bo stan wojenny przerwał odbywający się Kongres Kultury Polskiej. Ci wszyscy ludzie przyszli do Kościoła Świętej Anny, i przyjmowałem w zakrystii dokumenty. Zorganizowano od razu kurierów, łączników, bo przecież nic nie działało i dzięki temu już po południu można było zrobić spotkanie, dzięki czemu powstał prymasowski komitet pomocy osobom pozbawionym wolności i ich rodzinom. To wszystko działo się 13 grudnia. Młodzież z NZS bardzo szybko się zorganizowała konspiracyjnie.

T.L.: Pomimo tego, że pewnie część jeszcze była w Częstochowie?

J.M.: Tak, dzięki temu ocaleli. Świętej pamięci Janusz Krupski później żałował, że nie pojechał na pielgrzymkę. Był już żonaty, miał pierwsze dziecko i żona przemogła Matkę Boską. Ale co się stało! Jego wyciągnęli i gdyby nie chłopi z Burakowa, skończyłby życie w mękach, bo zlali go kwasem i zostawili w lesie. Jego straszne jęki usłyszeli chłopi i go ocalili. Gdyby pojechał na pielgrzymkę, to ocalałby jak inni.

T.L.: To wydaje się być bardzo symboliczne – tak to odebrałem, że NZS dowiaduje się na Jasnej Górze o wprowadzeniu stanu wojennego.

J.M.: Później oczywiście rozwiązali NZS, ale młodzież w konspiracji nadal trwała.

T.L.: A taki kolejny ważny moment to…

J.M.: To pielgrzymka Ojca Świętego do Gdańska w 1987 roku i pomoc księdza Jankowskiego – i znowu podpowiedziano mi, abym nie jechał. Ksiądz Jankowski pomógł wszystko zorganizować, służby porządkowe mu podlegały i łaskawym okiem patrzyły na młodzież, która miała na sobie flagi i transparenty z NZS. Zaczyna się msza – sceneria cudowna, ołtarz w kształcie łodzi, a na placu pełno transparentów z Niezależnego Zrzeszenia Studentów.

T.L.: To był moment, w którym ta organizacja na powrót odżyła?

J.M.: Tak, wymyśliliśmy wspólnie, że ta pielgrzymka będzie powrotem NZS do życia publicznego. On istniał, ale konspiracyjnie, natomiast nam zależało na tym, aby zaistniał publicznie, z powrotem.

T.L: A co było po pielgrzymce?

J.M.: Wielkie zdenerwowanie. Dzięki temu, że nie pojechałem, nie byłem ciągany na przesłuchania.

T.L.: Władze miały pretensje, że tam pojawiły się te symbole?

J.M.: Tak, była bardzo ostra reakcja. Ale Ojciec Święty w mig zrozumiał i powiedział parę słów do NZS.

T.L.: Naturalną koleją rzeczy było podjęcie pierwszych kroków formalnych. Jak to zorganizowano, kiedy NZS w całym kraju zaczął działać oficjalnie?

J.M.: Kiedy powołano Okrągły Stół i jego organizatorzy m.in., Bronisław Geremek wraz z Tadeuszem Mazowieckim i innymi zwrócili się do młodzieży z NZS o wejście do Okrągłego tołu i stworzenie tzw. podstolika. Młodzież jednak opuściła te obrady.

T.L.: Dlaczego?

J.M.: Dlatego, że de facto ta transformacja wypracowana w gremium Okrągłego Stołu była konserwacją układu komunistycznego.

T.L.: I studenci to zauważyli, a nie zauważyli tego decydenci?

J.M.: Tak!

T.L.: Jak ksiądz odnosił się do tej decyzji?

J.M.: Wszystko było ze mną konsultowane. Ale wtedy ta sytuacja Okrągłego Stołu i wyłonienie delegacji przymusiły młodzież do wysiłku, żeby na powrót zorganizować krajowe struktury. To był taki bodziec, który spowodował, że ten trud podjęli i tak NZS zaczął funkcjonować jako zwarta organizacja. Ale z perypetiami! Już naprawdę truchlałem, bo myślałem, że Katowice będą takie figlarne, ale opamiętali się. Zostały Kraków i Łódź.

T.L.: Co to znaczy, że były figlarne?

J.M.: Nie chcieli podporządkować się Zarządowi Krajowemu. Chcieli po prostu być autonomiczni.

T.L.: Mija 26 lat od Okrągłego Stołu. Ksiądz walczył jak mało kto z reżimem komunistycznym. Czy o taką wolność, jaka jest dzisiaj, ksiądz walczył?

J.M.: W wyniku II wojny światowej upadło myślenie o państwach Europy Środkowej jako o państwach sezonowych, w tym o Polsce. Pojawiły się układy, które powodują, że te państwa, także i Polska, są traktowane jako państwa buforowe, niedorozwinięte, słabe, bez zdolności rozwoju. Układ Okrągłego Stołu spetryfikował taką sytuację naszego państwa. Jedynym krajem, który chce wyzwolić się z tych okowów buforowości, są Węgry. A ja życzę Polsce, żeby też znalazła drogę do silnej Polski w wielorakim znaczeniu tego słowa. I uważam, że to jest najważniejsza sprawa.

T.L.: Za 20, 30 lat to nasze pokolenie będzie tworzyć Polskę. Jakimi wartościami kierować się, aby być godnym tego zadania?

J.M.: Odpowiem tak nie dlatego, że jestem księdzem, ale dlatego, że jestem katolikiem – uważam, że służyć się będzie Polsce dobrze, jeżeli będzie się ją budować w taki sposób, aby była z zasady chrześcijańska, a co do celowości podejmowanych działań patriotyczna. I aby wszelkie działania były skuteczne.

T.L.: Czyli chrześcijaństwo, patriotyzm i skuteczność. Myślę, że to świetne podsumowanie. Dziękuję za wywiad. Szczęść Boże. Dużo zdrowia od całego NZS.

Wywiad w wersji wideo możecie obejrzeć tutaj:

Spisała: Aleksandra Rebelińska

Autor Gościnny

Autor Gościnny

Artykuły pisane przez autorów, występujących na blogu NZS gościnnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *