13230900_1134601883262501_404864906_o

Zostałem „Ultrasem”!

Ultramaraton – co to właściwie jest?

Ultramaraton to każdy bieg długodystansowy o dystansie większym niż maraton, czyli powyżej 42,195 km. W miarę jak maratony stają się coraz popularniejsze, ich wersje ultra – kiedyś zarezerwowane dla zapaleńców albo masochistów, zaczęły ściągać tysiące uczestników.

Tutaj szybkość i większe mięśnie nie zapewniają już przewagi, a wręcz mogą być obciążeniem. Na wyniki ma wpływ, głównie zdolność organizmu do spalania tłuszczu. 50, 80, a nawet 160 km – to nie dystans dla każdego. Ale jeśli przebiegasz maraton, możesz też skończyć ultra.

Moja droga do ultra

Wracając z Orzysza, z V. Biegu Tygrysa (edycja zimowa), gdy byliśmy totalnie zmęczeni wysiłkiem po dystansie 26 kilometrów z przeszkodami, koleżanka wspomniała o nietypowym biegu. Był to I KRS FORMOZA ULTRAMARATON KASZUBSKI, organizowany w maju. Wtedy, rozmawiając o tym, nie myślałem poważnie o kolejnym wyzwaniu. Naturalna niechęć po zakończonym biegu skutecznie odganiała moje myśli od tego czy w majówkę pobiegnę gdziekolwiek. Jednak mimo wszystko, zaciekawiłem się tym ekstremum.

Sam bieg miał się odbyć w Przywidzu na trzech dystansach: 25, 50 i 100 mil morskich (1 mila morska to 1852 m – przyp.). Długość trasy podano w milach morskich ze względu na morski charakter Jednostki Wojskowej FORMOZA.

Im bliżej było ku końcowi zapisów na bieg, tym bardziej realnie myślałem o tym, że chyba jednak pokuszę się na taką wyprawę. Tylko,  jaki dystans wybrać?. Każdy z nich to odległość większa od słynnych, maratońskich – 42195 metrów. „Ja, dwudziestolatek z czterema przebiegniętymi maratonami mam się porwać na coś takiego?” – myślałem. Decyzja zapadła! 3-go maja o godzinie 7 rano wyruszę na „wyprawę życia’’ – 92,6 kilometrów po Kaszubach, co dawało dwukrotne pokonanie pętli 25 Mm wytyczonej i oznaczonej przez organizatora.

Z dnia na dzień czułem że mój bieg jest coraz bliżej i zaczęły się w mojej głowie pojawiać pierwsze realne obawy – jak zniosę taki wysiłek? Nie kondycja fizyczna mnie frapowała, lecz to jak „przetrwa” to moja głowa (psychika). Mimo takich myśli, zacząłem także dostrzegać realne szanse na dobre zaprezentowanie się na zawodach od strony biegowej. Elitarny charakter imprezy sprawił, że w swojej konkurencji miałem 20 rywali, a pokaźna pula nagród dla najlepszych była skutecznym motywatorem.

W biegu

Jadąc do Przywidza, spodziewałem się ogromnego wysiłku, ze względu na czekający mnie dystans do pokonania. Jak wspominałem wyżej, moje obawy dotyczyły również mojej kondycji psychicznej – ilość kilometrów robiła swoje, a bieganie dwa razy po tej samej trasie mogło mi przysporzyć kłopotów. Na trasie okazało się, że prócz kilometrażu wymagający był profil trasy (suma przewyższeń). Organizatorzy biegu tak wyznaczyli trasę, że ponad 30% trzeba było pokonać pod górę.

W znacznej części, 25 milowa pętla była usytuowana wokół Jeziora Przywidzkiego i prowadziła drogami utwardzonymi oraz nieutwardzonymi, ścieżkami i drogami leśnymi oraz terenami położonymi wśród pól, łąk i lasu. Rzeźba terenu była pofałdowana i urozmaicona, z dużą ilością podbiegów, co dodatkowo dawało się we znaki wszystkim zawodnikom. Może przez to, że nasza ścieżka do biegu została poprowadzona przez malownicze tereny Kaszub, w pobliżu tamtejszych jezior i przez lasy, gdzie czuć było kwitnące krzewy i świeżo pościnane drwa, łatwiej było mi się zmierzyć z tym wyzwaniem. Jestem bardzo przyzwyczajony do biegania w bliskości z naturą.

Wolontariusze  – nie mogę pominąć ich w swoich wspomnieniach. Ich postawa i pomoc na punktach regeneracyjnych, umiejscowionych co 12 kilometrów, była niezastąpiona. Zaangażowanie w pracę, której się podjęli, było widać od początku do końca imprezy. Dla nich, nasz bieg również był wielkim wysiłkiem, ponieważ zobowiązali się spędzić całą noc w miejscach punktów z powodu biegaczy z dystansu 100Mm. Oni biegli nieprzerwanie od 2-ego maja, od godziny 14, przez całą noc, by dzień później finiszować w chwale razem z biegaczami z krótszych dystansów. Pomoc techniczna i mentalna Wolontariuszy to rzeczy, których oczekuję zawsze od tych ochotników. W Przywidzu otrzymałem jedno i drugie na najwyższym poziomie. Słowa otuchy, wspólne pogawędki  oraz woda, na punktach w pobliżu jeziora specjalnie schłodzona. Niby błahostki, ale to także one przyczyniły się do mojego sukcesu.

Co się stało?!

Po 9. godzinach, 36. minutach i 8. sekundach w biegu dotarłem na metę. Po tym fakcie od razu padłem na kolana i zacząłem podziwiać… trawę. W momencie wokół mnie zgromadziło się kilku ludzi, którzy cos do mnie mówili i chcieli zawiesić mi na szyi zasłużony medal. Ja natomiast podziwiałem najbliższe otoczenie, cieszyłem się z widoku przypadkowych ludzi oraz śmiałem się do siebie i dziękowałem za to, że udało mi się ukończyć bieg – jak się potem okazało, na najniższym stopniu podium. Byłem pod ogromnym wrażeniem swojego wyczynu. Dopiero po kilku minutach wstałem i przyjąłem godnie medal. Organizatorzy chcieli sobie zrobić ze mną zdjęcie na tle mety. „Toż to trzeci zawodnik na 50 milach!” – mówili.

Potem zaczęło się odpoczywanie, czyli leżenie „plackiem” na ziemi i rozciąganie mięśni. Już wtedy zacząłem kierować pierwsze podziękowania dla Wolontariuszy, zgromadzonych już w strefie mety. Tam też był grill. Jako że prawie 10 godzin żywiłem się łatwo przyswajalnymi węglowodanami tj,: żelami energetycznymi, batonami oraz żelkami, miałem ogromną ochotę zjeść coś konkretnego. Kiełbasa, kaszanka, boczek, żurek z kiełbasą, do picia: piwo i różne soki owocowe. Wciągnąłem to wszystko jak odkurzacz, a na deser poprosiłem o mocną sypaną kawę, choć to było trochę dziwne, bo kawy to ja nie pijam.

Euforia, z momentu po przekroczeniu linii mety, towarzyszy mi do dziś. Wiem, że to co osiągnąłem w Przywidzu jest efektem mojej ciężkiej pracy na treningach, ale także chłodnej głowy podczas biegu, ponieważ obraną taktykę na ten bieg zrealizowałem w 100%. W związku z tym czego dokonałem, otrzymałem setki gratulacji, a trofea i nagrody cieszą moje oko i będą mi przypominać o Kaszubach jeszcze przez długi czas.

Czy wrócę do Przywidza na ultramaraton w przyszłym roku? No ba – pytanie retoryczne! Zastanawia mnie bardziej kwestia, kiedy kolejny raz zmierzę się z dystansem ultra, bo pragnienie powtórzenia wyczynu jest we mnie bardzo silne.

Hubert Kołaczek
NZS Uniwersytetu Wrocławskiego

Autor Gościnny

Autor Gościnny

Artykuły pisane przez autorów, występujących na blogu NZS gościnnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *